Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Jeden dzień na Olimpie - opowiadanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Jakże słodkie bywają późne wieczory, gdy tumult dnia odchodzi w zapomnienie, wygodny fotel zaprasza dyskretnie w swe miękkie czeluście, a do ręki sama wsuwa się książka skrywająca barwne losy starożytnych herosów. Mój dzień kończył się w towarzystwie pięknych mieszkańców Olimpu, których zwiewne szaty powiewały jeszcze pod moimi powiekami, gdy sen spływał na nie cichutko i niepostrzeżenie.

Obudził mnie szczęk żelaza słyszany jakby z bliskiej odległości, czym prędzej otwarłam więc oczy i przez dłuższą chwilę przecierałam je, nie mogąc uwierzyć widokowi, jaki się przed nimi rozpościerał – nade mną iskrzyła jasność odbijana z dołu przez miękkie obłoczki, które najwyraźniej zasnuwały szczyt skalistego wzniesienia. Obudzona z pierwszego oszołomienia postanowiłam odnaleźć źródło dźwięku, który wprowadził mnie w ten świat. Po zaledwie kilku krokach ujrzałam rosłego mężczyznę w stroju kowala. Zajęty wykuwaniem zbroi nie zauważył mojego przybycia, zapytałam więc kim jest i gdzie się znajdujemy.

– Jestem Hefajstos, syn Zeusa i Hery – odpowiedział kowal – a to, co nas otacza, to królestwo mego ojca, zwykle zamknięte dla podobnych tobie śmiertelników. Zeus w swojej łasce zgodził się jednak na wpuszczenie przedstawiciela ludzi na szczyt Olimpu, by w ciągu jednego dnia mógł nacieszyć oczy wspaniałością nieśmiertelnych bogów.

Postać Hefajstosa nie ucieszyła jednak mego oka przesadnie – umorusany od stóp do głów, strudzony ciężką pracą, z rzadka tylko podnosił się znad swego warsztatu, by z trudem – ciągnąc z tyłu kulawą nogę – przebyć drogę do sąsiedniego stołu po kolejne narzędzia. Postanowiłam więc pójść dalej, natykając się po chwili na młodą, przecudnej urody kobietę, której wdzięki podkreślała lśniąca zbroja. Przedstawiła się jako Atena, wskazując na Hefajstosa jako swego ukochanego brata, on to bowiem przyczynił się kiedyś do jej narodzin, rozłupując głowę Zeusa, w której była uwięziona. Zaoferowała mi swe towarzystwo w trakcie dalszej wędrówki po Olimpie, opowiadając cały czas ze sporym zaangażowaniem o poczynaniach swoich podopiecznych, wśród których jej szczególną sympatią najwyraźniej cieszył się znany mi z homeryckiego eposu Achilles.

Do naszego pochodu dołączył po chwili skrzydlaty Eros, raz po raz obdarzając mnie przeciągłym, rozmarzonym spojrzeniem i szepcząc do ucha komplementy, gdy tylko Atena przerywała choć na chwilę swoje opowieści. W momencie spotkania z bratem – Apollem – sięgnął do niesionego na plecach kołczanu i z niewielkiej odległości wycelował w moją stronę z malutkiego łuku, po chwili zaś zniknął, szczęśliwie nie zakłócając dłużej mojej rozmowy z najpiękniejszym młodzieńcem, jakiego można sobie wyobrazić! Apollo obiecał natchnąć jednego ze swych podopiecznych, by uwiecznił portret uroczej śmiertelniczki spacerującej po Olimpie w wiekopomnym wierszu. Jednocześnie przeprosił mnie za zachowanie swojej siostry bliźniaczki – Artemidy – która nie znalazła czasu na rozmowę z gościem, zajęta jest bowiem polowaniem w olimpijskich lasach.

Dotarliśmy wreszcie do zapierającego dech w piersiach pałacu, w którego krużgankach przechadzała się matka skrzydlatego łobuza z łukiem – Afrodyta. Jej uroda i zmysłowość odebrała mi mowę, nie zatrzymaliśmy się więc na pogawędkę, krocząc w głąb niebiańskich komnat, by w najpiękniejszej z nich odnaleźć spoczywającego na tronie Zeusa. Pełne gromów spojrzenie brodatego starca początkowo przejęło mnie trwogą, po chwili jednak władca Olimpu zaśmiał się serdecznie z mojej miny i uprzejmie wypytał o wrażenia z wędrówki po jego królestwie. Po krótkiej pogawędce zaprosił mnie do uczty, przy której zasiadłam z całą plejadą potężnych bogów i zachwycających swą urodą bogiń, świetnie bawiąc się słuchaniem opowieści o ich fantastycznych przygodach. Biesiada zakończyła się dopiero, gdy w świecie śmiertelników zaczynało już świtać. Atena odprowadziła mnie wtedy na skraj świetlistego kręgu, jaki otaczał szczyt Olimpu, życząc szczęśliwej drogi powrotnej w doliny i wręczając na pamiątkę gałązkę drzewa oliwnego.

Po kilku krokach ogarnęła mnie przemożna senność, przysiadłam więc dla odpoczynku pod rozłożystym drzewem i – przytuliwszy głowę do jego dziwnie miękkiego pnia – natychmiast zasnęłam. Obudziłam się we własnym łóżku, dopiero po dłuższej chwili konstatując, że mój pobyt na szczycie Olimpu był tylko niezwykle barwnym i sugestywnym snem. Poczułam wielkie rozczarowanie, jeszcze przez chwilę łudząc się, że być może mój bajkowy spacer odbył się naprawdę, niechętnie uznając w końcu swoją pomyłkę. Gdy jednak zaczęłam wygrzebywać się spod pościeli, świat Olimpu powrócił do mnie z dyskretną oczywistością – pod poduszką odnalazłam gałązkę oliwnego drzewka

Podobne wypracowania