Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Zbigniew Herbert „Tamaryszek” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Tamaryszek to zupełnie zwykły krzew. Być może przeciętny człowiek, kiedy go ogląda, nie ma świadomości, że patrzy właśnie na tamaryszek. Nie funkcjonuje on w świadomości ludzkiej jak róża bądź lilia. Jednak to właśnie ta roślina zostaje umieszczona w tytule wiersza Zbigniewa Herberta, który ukazał się w tomiku „Studium rzeczy” (1961 r.). Przyjrzyjmy się temu utworowi.

Dzieło to - w pierwszej części - jest przykładem liryki bezpośredniej. Podmiot liryczny wypowiada się w pierwszej osobie. Jawi się on jako piewca wielkich czynów. Sam wspomina, że opowiadał o wielkich bitwach, okrętach, basztach i bohaterach. Był świadkiem burz morskich, walenia się murów, pożarów zbóż, przewracania się pagórków. Wszystko to oczywiście opisał i przekazał. Żadne z tych wielkich wydarzeń nie umknęło jego uwadze. W tle stał tylko najzwyklejszy tamaryszek, o którym podmiot liryczny zapomniał.

Druga część wiersza zmienia typ liryki na pośredni. Opisany jest ktoś, kto umiera. Nie wiemy kim jest dana postać. Możemy odczytać tylko tyle, że jej żywot został zakończony przez przebicie włócznią. W obliczu ostatecznego doświadczenia, jakim jest śmierć, konająca postać traci z widoku wszystko co jest odległe (morze, miasto, przyjaciela). Koncentruje się na tym, co jest najbliżej - na tamaryszku. To właśnie roślina jest najbliżej, to ona pełni rolę towarzysza w tych ostatnich minutach. Kiedy dusza ulatuje już z ciała, chce wzlecieć do nieba z gałęzi krzewu.

Wiersz składa się z czterech zwrotek. Dwie pierwsze liczą po cztery wersy, kolejne po jedenaście. Utwór pozbawiony jest rymów i znaków interpunkcyjnych. Język dzieła jest prosty, poeta zdecydowanie stara się uniknąć patosu. Wśród środków stylistycznych warto wymienić epitety (precyzują obraz). Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie w ostatnim wersie myślnika.

Jak już zostało wspomniane, sytuacja liryczna jest rozbita na dwie części. W pierwszej poznajemy wyznanie kogoś, kto widział niemal wszystko, opowiedział o tym, ale zapomniał o tamaryszku. W drugiej to właśnie ta roślina staje się całym światem umierającego człowieka. Opisanie wielkiej tragedii w sposób ogólny nigdy nie skłania do szczególnej refleksji nad losem jej uczestników. Jest obrazem dojmującym, ale nigdy nie staramy się wniknąć w świat pojedynczej osoby. W ten sposób nie dostrzegamy tamaryszku. Druga sytuacja przedstawiona w wierszu to dramat umierającego żołnierza (na to wskazywałoby przebicie włócznią). W tej sytuacji skrajnego cierpienia, kiedy wszystko ulatuje z głowy, najpewniejszym punktem okazuje się właśnie tamaryszek, znajdujący się „tuż przy twarzy”. Jego najwyższa gałąź staje się platformą, z której dusza pragnie udać się do nieba. Udaje się tam bez skrzydeł, myśli i krwi. Krew to fizyczność, myśli to sfera świadomości, skrzydła - coś niedostępnego przeciętnemu człowiekowi, którym najwidoczniej był umierający. W wierszu „Tamaryszek” historia jawi się jako ogrom katastrofalnych wydarzeń. Jednak wszyscy zapominają o tym, jak wiele bólu zadano ich uczestnikom. Pamięta się liczby, nie wnika się w sferę uczuć tych, którzy ginęli. To właśnie tragedia przeciętnego człowieka, miliony „małych końców świata” powinny przykuwać naszą uwagę.

Podobne wypracowania