Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Krzysztof Kamil Baczyński „Moce” - interpretacja i analiza utworu

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pt.: „Moce” prezentuje wizję dokonującej się na oczach artysty apokalipsy, której zwiastunami jest:
„(…) trzech aniołów
w koronach krwawych ogni”.

Pełnią one tutaj rolę aniołów zagłady, przypominając postacie jeźdźców apokalipsy, które znamy zarówno z kart Biblii, jak i artystycznych upostaciowań zdobiących ściany kościołów, by stale przypominać wierzącym o Sądzie Ostatecznym niosącym wieczną zagładę dla wszystkich grzeszników. Podmiot liryczny we własnej wizji staje przed owymi postaciami bezbronny:

„Ja byłem jeden, czysty,
nie naznaczony grzechem”.

Jego niemoc podkreśla dodatkowo liczebna przewaga wroga powtarzana wielokrotnie – „krwawych aniołów” było trzech, on zaś sam jeden, mający za broń jedynie swoją niewinność.

Przestrzeń, w jakiej miała rozegrać się apokalipsa opisywana w wizji podmiotu lirycznego, zostaje określona dosyć precyzyjnie za pomocą środków odwołujących się do wszystkich zmysłów – wzroku, dotyku, słuchu, a nawet węchu znającego zapach krwi:
„A był to świt. Wiał wiatr.
Tabuny drzew się rwały
spośród sodomy małych
do nieznajomych spraw. (…)
A pełno było boju
na ziemi i w obłokach. (…)
A pełno było krwi
na ziemi i w obłokach”.

Powstaje w ten sposób obraz bardzo dynamiczny i tragiczny w swej charakterystyce, wyraźnie przypominający wizję z biblijnej Apokalipsy Św. Jana. Jak możemy się domyślać - tutaj jednak zagłada nie pochodzi od wysłanych z niebios i piekieł, tytułowych „mocy”, lecz od innych ludzi. W wizji podmiotu lirycznego apokalipsa przybiera bowiem kształt wydarzeń, których był świadkiem – krwawych bitew, mordów i okrucieństwa, poprzez jakie ludzie sami zgotowali sobie piekło na ziemi. Swoje wrażenia z uczestnictwa w owym upiornym „spektaklu” podmiot liryczny jest w stanie opisać jedynie kilkoma słowy zestawionymi w eliptyczne zdania:
„w sercu ciemność i trwoga,
w ustach milczenia krzyż.”

„Ja” mówiące porówna swój los do ofiary Chrystusa, wspominając w jaki sposób postąpiły z nim „moce”:
„Wtedyście ręce wznieśli
i tak palców nakazem
na klęsce mnie przykuli,
na trumnach - ciemnym głazem”.

W swej apokaliptycznej wizji zostaje przykuty do krzyża klęski i cierpienia, jakie na jego ramiona nałożyła wojna, później zaś przygnieciony nagrobnym głazem. Jest więc nadzieja, że tak jak Jezus – zmartwychwstanie, na razie jednak czeka
„na dłoń, na głos człowieka”,

które są w stanie go zbawić. Owym zbawieniem ma więc stać się jakikolwiek ludzki gest ze strony innej osoby, być może choćby tylko ciepłe słowo stanowiące świadectwo pamięci o jego ofierze, jak również przyznające rację tezie, jaka przyświeca całej wypowiedzi – iż walka była nierówna, gdy przeciwnik był tak liczny i silny. Głównym przesłaniem i swego rodzaju testamentem podmiotu lirycznego jest więc uchronienie jego postaci (rozumianej tutaj jako reprezentant całego pokolenia pochłoniętego przez apokalipsę II wojny światowej) przed zapomnieniem, zatraceniem w odmętach historii, która mogłaby niesłusznie ocenić jego zgubę jako objaw słabości.

Podobne wypracowania