Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Niezapomniana przygoda - opowiadanie z opisem przeżyć wewnętrznych

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Najciekawsza przygoda mojego życia miała miejsce kilka miesięcy temu, w trakcie długiego majowego weekendu, który dzięki cudownej, bardzo ciepłej i słonecznej pogodzie zachęcał do podróży. Razem z dwoma przyjaciółkami postanowiłyśmy wykorzystać dzień wolny od szkoły na wyprawę do Krakowa, o którego niezwykłej atmosferze i specyficznym uroku chciałyśmy przekonać się na własnej skórze.

Aby móc zrealizować napięty program wycieczki, jaki ustaliłyśmy poprzedniego wieczoru, wyjechałyśmy z naszego miasta wczesnym rankiem, jednym z pierwszych autobusów, jakie odjeżdżały z głównego dworca w stronę Grodu Kraka. Towarzyszyło nam miłe podniecenie i ciekawość, czy w rzeczywistości cel naszej wycieczki prezentował się równie pięknie, jak na licznych fotografiach czy filmach, w których sprawiał zawsze wrażenie miejsca posiadającego niejako swoją własną osobowość. Przez kilkadziesiąt minut trajkotałyśmy wesoło o czekającym nas dniu, jednak delikatne bujanie autobusu szybko przypomniało nam o niedoborze snu spowodowanym wczesną pobudką; po chwili drzemałyśmy, ułożone wygodnie na miękkich krzesłach.

Z półsnu obudził mnie głos przyjaciółki i nerwowe szarpanie mojego ramienia. Okazało się, że jesteśmy już w Krakowie i aby nie tracić czasu na dojazd do dworca musimy szybko zebrać swoje rzeczy i wysiąść z autobusu. W taki oto sposób, na wpół przytomna, znalazłam się w samym środku falującego tłumu, który przepływał przez jedną z centralnych ulic najstarszego miasta w Polsce. Kiedy wszystkie trzy doszłyśmy do siebie, roześmiałyśmy się serdecznie z naszej małej przygody i postanowiłyśmy udać się na śniadanie w jednej z osławionych kawiarni na Rynku. Było pysznie, gwarno i wesoło, kiedy jednak kelner przyniósł rachunek, zamarłam w przerażeniu – teraz dopiero zorientowałam się, że w autobusie, którym przyjechałyśmy z naszego miasta, zostawiłam małą saszetkę zawierającą najważniejsze rzeczy: portfel, telefon, aparat fotograficzny... Przypomniałam sobie, że wyciągnęłam ją na początku podróży z plecaka, by zapłacić za bilet, później zaś musiałam położyć ją osobno na siedzeniu i przeoczyć w trakcie naszej ekspresowej ewakuacji.

Cała radość z czekającej nas wycieczki pierzchła, w jednym momencie ustępując miejsca rozpaczy i zmartwieniom z powodu mnóstwa problemów, jakie czekają mnie w związku z utratą wszystkich pieniędzy i koniecznością wyrobienia od nowa wszystkich zostawionych w saszetce dokumentów. Czarę goryczy przechyliła myśl o aparacie i zdjęciach, jakie bezpowrotnie przepadły razem z nim.

Moje koleżanki natychmiast zaczęły mnie pocieszać i uspokajać, mówiąc, że udzielą mi wszelkiej pomocy, tak byśmy nie musiały rezygnować z naszych planów. Początkowo podchodziłam do ich słów sceptycznie, przewidując, że po tym, co się stało, nie będę już w stanie zapomnieć o mojej stracie i dobrze się bawić.

Stało się jednak zupełnie przeciwnie – spędziłyśmy cudowny dzień, który zapamiętam do końca swego życia! Aby zaoszczędzić na biletach postanowiłyśmy przejść cały Kraków na nogach, dzięki czemu trafiłyśmy na wyjątkowo urokliwe uliczki, których – z powodu nieznajomości miasta – nie uwzględniłyśmy w naszym planie wycieczki. Natrafiłyśmy także na cudny skwerek, który podsunął nam pomysł, by fundusze, jakie każda z nas przywiozła z myślą o obiedzie w pewnej słynnej restauracji, przeznaczyć na kolektywny zakup prowiantu w pobliskim sklepie spożywczym i urządzenie pikniku wzorem kilkorga młodych ludzi obozujących na skwerku.

Późnym popołudniem, gdy nadeszła pora powrotu do domu, byłam więc tak zadowolona z naszego wyjazdu, że zapomniałam zupełnie o przykrej porannej przygodzie. Udałyśmy się na dworzec, gdzie czekał już na nas autobus, za jego kierownicą odnalazłyśmy zaś znajomo wyglądającego pana. Na mój widok uśmiechnął się z zadowoleniem przyprawionym nutką tajemniczości i szczyptą pobłażania, zapytując po chwili, czy podróżowałam jego autobusem dzisiejszego ranka. Gdy odpowiedziałam twierdząco schylił się do podręcznego schowka i wyciągnął z niego moją saszetkę! W chwili, gdy położył ją na mojej ręce, poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie; wszystkie cenne rzeczy, jakie zostawiłam w torebeczce, leżały w niej nienaruszone.

Wyprawa do Krakowa okazała się dla mnie dniem pełnym wyjątkowo silnych emocji – najpierw zaciekawienia i ekscytacji, później ogromnego zmartwienia zagłuszonego w końcu fascynacją niezwykłym nastrojem miasta, a na koniec – ogromnej radości z odzyskania „skarbu”, którego utratę zdążyłam już odżałować. Ów dzień pozostanie w mojej pamięci na zawsze nawet pomimo tego, że mój aparat fotograficzny spędził go w schowku, zamiast utrwalać go na setkach zdjęć, jakie z pewnością przywiozłabym z naszej wycieczki.

Podobne wypracowania