Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Przykładowy opis sytuacji

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Pewnego słonecznego czwartku, kiedy jak co dzień rano szłam do szkoły, obok jednego z wielu drzew rosnących w pobliskim parku zobaczyłam małego ptaszka. Zazwyczaj nie reagowałam takich okolicznościach, ponieważ nie do końca wiedziałam co mogłabym zrobić, a bojąc się, iż wyrządzę więcej szkody niż pożytku ignorowałam takie sytuacje, czekając, aż  z pomocą przyjdzie ktoś bardziej kompetentny ode mnie. Tym razem jednak było inaczej.

Kiedy zobaczyłam to bezbronne stworzonko, po prostu nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Jednak mimo wszystko dalej nie wiedziałam co powinnam zrobić i jak mogę mu pomóc. Zaczęłam nerwowo rozglądać się wokół, aby zobaczyć czy gdzieś niedaleko nie ma podobnych ptaków od których ten po prostu się oddzielił. Jednak nic takiego nie dostrzegłam. Nagle, kiedy tak kręciłam swoją głową we wszelkie możliwe strony, dostrzegłam w koronie dębu, okrągłe gniazdo z którego wystawały kolorowe główki podobnych stworzonek. Wtedy wiedziałam już co tu się wydarzyło, prawdopodobnie ta sikorka chciała nauczyć się już latać lub dostać jakieś pysznej przekąski i przez nieuwagę wypadła ze swojego gniazda.

Jednak jej domek był zbyt wysoko bym mogła do niego dosięgnąć i z powrotem umieścić tam tego ptaka. Wtem wśród drzew zauważyłam mojego sąsiada, który z zawodu był leśniczym, więc ucieszyłam się niezmiernie, ponieważ wiedziałam, że on doskonale będzie wiedział jak w takiej sytuacji powinno się postąpić. Zawołałam go czym prędzej i kiedy pan Stanisław podszedł do mnie pokazałam mu znalezioną sikorkę. Po oglądnięciu jej i przebadaniu okazało się, że przez upadek złamała ona sobie skrzydło, co uniemożliwiło jej dalszą podróż. Znajomy leśniczy przedstawił mi najlepsze rozwiązanie tej sytuacji, którym w tym przypadku było zawiezienie rannego ptaszka do najbliższej lecznicy dla zwierząt, gdzie pod fachowym okiem weterynarzy będzie on mógł powrócić do zdrowia.

Oczywiście byłam przychylna temu pomysłowi i zaproponowałam, że mogę kilka razy w tygodniu przychodzić do tej lecznicy by doglądać tego zwierzątka i odpowiednio się nim opiekować. Pan Stanisław odrzekł, iż jest to świetny pomysł, gdyż tam z pewnością przyda się kolejna para rąk do pracy przy niesieniu pomocy poszkodowanym zwierzakom. Po oddaniu sikorki w dobre ręce, ruszyłam dalej w drogę, wiedząc, że tym razem nie spotka jej już nic złego, ponieważ znajdzie się ona wśród dobrych ludzi.

Reasumując, uważam, że przydarzyła mi się bardzo niezwykła historia, która nauczyła mnie, że powinno się reagować kiedy jakiemuś człowiekowi bądź zwierzęciu dzieje się krzywda. Dzięki naszej interwencji może znajdą się ludzie, którzy będą tak jak pan Stanisław umieli w fachowy i kompetentny sposób udzielić pomocy, a gdyby nie nasze zainteresowanie, oni również mogli by przejść obok potrzebującego obojętnie.

Podobne wypracowania