Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Sprawozdanie z wycieczki do ZOO

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Zima tego roku była naprawdę długa. Każdy z niecierpliwością wyczekiwał pierwszych ciepłych promyków słońca, a to wszystko po to, by wybrać się na długo wyczekiwaną wycieczkę do ZOO. Pani wychowawczyni powiedziała nam o tym pomyśle już w lutym, ale wtedy było za zimno, poza tym ZOO było jeszcze nieczynne dla zwiedzających. Ale na ostatniej lekcji wychowawczej, nauczycielka zaskoczyła nas i powiedziała, że za tydzień, czyli 28 marca, wybieramy się na wycieczkę do ZOO. Od tego dnia nie mówiliśmy w szkole o niczym innym. 

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, 28 marca o godzinie 1000 zebraliśmy się wszyscy przed szkołą podstawową nr 26, aby wspólnie wyruszyć autokarami, które miały zawieźć nas prosto pod bramy ZOO. Kiedy dotarliśmy na miejsce, Pan przewodnik już na nas czekał. Na początku poprosił nas o przestrzeganie kilku zasad, które każdy powinien respektować, kiedy udaje się do ZOO. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że nie wolno podchodzić za blisko kraty, nie wolno wkładać rąk między kraty, absolutnie zakazane jest karmienie i głaskanie zwierząt. Także krzyki oraz głośne śmianie się czy nawoływanie zwierząt było niedozwolone. Bogatsi o kolejną wiedzę, ochoczo ruszyliśmy naprzód, ciekawi bardzo, jakie zwierzę zobaczymy najpierw. Kiedy uszliśmy kilkadziesiąt kroków, naszym oczom ukazała się spora przestrzeń, pełna kamieni, pośrodku których znajdował się otwór, niczym jaskinia. Nie było żadnego zwierzęcia, więc pełni niepokoju i rozczarowania chcieliśmy iść dalej, ale Pan przewodnik nas zatrzymał. Powiedział, że jest to klatka z lwem i pewnie zaraz wyjdzie, by się przejść po śniadaniu. Fatycznie, po paru minutach z niewielkiej, wydawałoby się, jamy, wyszedł król zwierząt – lew. Wbrew temu, co pokazywały bajki i filmy przygodowe, lew faktycznie był dużym zwierzęciem, ale wcale nie wyglądał groźnie, nawet na nas nie spojrzał, tylko zajął się szukaniem miejsca do odpoczynku. Pan, który nas odprowadzał powiedział parę zdań o lwie. Między innymi, skąd się wywodzi, ile przeciętnie waży, jak szybko biega oraz czym się żywi. 

Podobny schemat powtarzał się przy każdym stanowisku. Największy entuzjazm naszej grupy sprawiła tygrysica, ponieważ niedawno się okociła i była bardzo rozdrażniona, jeżeli ktokolwiek próbował pogłaskać czy przywołać jej maleństwo do siebie. Bardzo go pilnowała i reagowała rykiem na każdą głośniejszą reakcję z naszej strony. Około godziny 1400, bardzo zmęczeni, ale szczęśliwi udaliśmy się do pobliskiego baru zjeść przygotowany przez nasze mamy prowiant oraz napić się gorącej herbaty. Nie obyło się oczywiście bez żywiołowych dyskusji na temat, które zwierzę podobało mi się najbardziej oraz które zwierzęta nie powinny być trzymane w klatkach. Naszą dyskusję przerwała Pani nauczycielka, która kazała nam pakować plecaki i kierować się w stronę autobusu. 

Podobne wypracowania