Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Moja najciekawsza przygoda wakacyjna - opowiadanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Lato tamtego roku było wyjątkowo upalne i słoneczne. Spędzaliśmy je w domu babci położonym na zboczu jednego z wyższych wzniesień Beskidów, dokąd rodzice już od kilku lat wysyłali nas na jeden z dwóch wakacyjnych miesięcy. Czas płynął – jak zwykle – nieco leniwie, urozmaicany z rzadka udziałem w rozmaitych gospodarskich obowiązkach, dzięki którym każdego ranka mogliśmy cieszyć się śniadaniem złożonym ze świeżych jajek, mleka i ciepłego jeszcze chleba.

Po solidnym posiłku spakowaliśmy niewielkie plecaczki z prowiantem i wyruszyliśmy na kolejną z wycieczek krajoznawczych, dzięki którym każdego roku coraz lepiej poznawaliśmy topografię wzniesień pozostających w najbliższym sąsiedztwie naszej wakacyjnej siedziby. Było jeszcze bardzo wcześnie, a ziemia parowała poranną rosą, pyszniące się na niebie słońce zapowiadało już jednak wyjątkowo upalny, pełen skwaru dzień. Niezrażeni tymi przewidywaniami zaplanowaliśmy trasę dłuższą niż zwykle – zakładała przejście przez co najmniej trzy schroniska i spacer starym, zapomnianym szlakiem, który odnaleźliśmy na mapie sprzed kilkudziesięciu lat, zalegającej w babcinej skrzyni z najrozmaitszymi wiekowymi skarbami.

Początek wędrówki okazał się wyjątkowo przyjemny i mało forsujący – dzięki świeżemu, odrobinę chłodnemu powietrzu szybki marsz nie sprawiał problemu, pozostawiając jeszcze sporo energii na żartobliwe przepychanki i żarliwe dyskusje. Skwar późniejszych godzin sprawił jednak, że pożałowałam w końcu pomysłu wzięcia udziału w wyprawie, z nostalgią wspominając rozkoszny chłód wody płynącej w strumyku kilkadziesiąt metrów od domu babci. Południe zastało nas u stóp najwyższego wzniesienia, jakie mieliśmy dziś pokonać, słońce bezlitośnie prażyło więc skórę i grzało prosto w głowę, z minuty na minutę, wzmagając poczucie zmęczenia. Kiedy dotarliśmy na szczyt góry marzyliśmy już jedynie o odrobinie cienia i chłodu, ze zniechęceniem myśląc o czekającej nas drodze powrotnej. Po chwili odpoczynku podjęliśmy jednak decyzję o kontynuowaniu wytyczonej poprzedniego dnia trasy, aby zbadać tajemniczy, zapomniany szlak ze starej mapy.

Trasa wiodła w dół dosyć stromego zbocza, z którego po chwili zobaczyliśmy mocno zalesioną kotlinkę. W miarę zbliżania się do niej drzewa stawały się coraz gęstsze, zapraszając w głąb upragnionym, coraz chłodniejszym cieniem. Roślinność okazała się w tym miejscu na tyle bujna, że po pewnym czasie musieliśmy przedzierać się przez nią przy pomocy solidnych kijów, nie widząc co znajduje się na przestrzeni dalszej niż kilka metrów od naszych oczu.

W pewnym momencie usłyszałam cichy szum poruszanej wiatrem wody, który z każdym krokiem stawał się coraz wyraźniejszy. Rozchyliwszy duży krzak, który stanął na przeszkodzie mojej ciekawości, ujrzałam w końcu źródło tego obiecującego dźwięku – po chwili naszym oczom ukazało się jeziorko! Ciche, otoczone jedynie odgłosami śpiewu ptaków, ukryte przed całym światem pomiędzy gęstymi drzewami, stało się dla nas fascynującym odkryciem i źródłem doskonałej zabawy, przy której zastał nas zachód słońca. Jego rozkosznie chłodna woda doskonale odświeżyła nas po kilku godzinach wędrówki w gorących promieniach słońca, dając energię na drogę powrotną, w czasie której bez końca rozprawialiśmy o naszym odkryciu. Od tamtego pamiętnego lata czujemy się posiadaczami niecodziennego skarbu, utrzymując istnienie naszego jeziorka w ścisłej tajemnicy, która – w myśl zawartego pomiędzy nami paktu – nigdy nie wypłynie na zewnątrz naszego grona.

Podobne wypracowania