Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Rzeczywistość PRL - obraz świata w „Małej apokalipsie” Tadeusza Konwickiego

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Mała apokalipsa” to powieść Tadeusza Konwickiego wydana w 1979 roku, w drugim obiegu, to znaczy poza oficjalnymi wydawnictwami. Była to druga książka Konwickiego wydana w podziemiu – w połowie lat sześćdziesiątych pisarz i reżyser został wydalony z partii (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) za podpisywanie listów protestacyjnych i kontakty z opozycją.

Na początku swej drogi twórczej, w latach pięćdziesiątych, Konwicki był gorliwym piewcą komunizmu, zajmował się sztuką socrealistyczną wychwalającą prostych robotników i chłopów i ich poświęcenie dla odbudowy powojennej Polski. Pisarz pracował nawet krótko przy budowie Nowej Huty, sztandarowego tworu socrealizmu i wczesnego PRL. Z biegiem lat rósł jego sprzeciw wobec komunistycznej rzeczywistości, czemu dawał wyraz w publikacjach prasowych. Potem już otwarcie potępiał działania władz, co doprowadziło do wspomnianego usunięcia z PZPR. Przed represjami ze strony władz ratował się ucieczką w twórczość filmową i scenariuszową, realizując egzystencjalne filmy, między innymi „Ostatni dzień lata” czy „Salto”, nie poruszające problemów politycznych czy społecznych, ale opisujące świat wewnętrznych przeżyć ludzkich.

Powieść „Mała apokalipsa” to najpełniejszy obraz rzeczywistości PRL w twórczości Konwickiego. Państwo, jakie wyłania się z kart książki, to nieokreślony bliżej twór, pogrążony w szarości i bylejakości, którego obywatele świetnie zdają sobie sprawę, że są oszukiwani przez władze, przyzwyczaili się zresztą do tych oszustw i sami kombinują, by jakoś przeżyć. Bohater książki, którego utożsamić można z autorem, mieszka w okolicach Pałacu Kultury i Nauki w centrum Warszawy. Opisuje ten gmach jako szary, szpiczasty gmach, pomnik pychy, po latach zżarty przez pleśń i grzyb, podobny do starego szaletu. Warto pamiętać, że pałac zbudowano w połowie lat 50. a według oficjalnej propagandy PRL miał być to dar narodu radzieckiego dla Polaków. Przez lata stał się symbolem poddańczego stosunku polskich władz i generalnie Polski wobec ZSRR. Jego niszczenie i murszenie symbolizuje w książce Konwickiego rozkład państwa polskiego, rządzonego przez komunistów.

Oprócz dominującej szarości mamy w powieści obrazy z codziennego życia – mleczarki wywracające skrzynki z mlekiem, które miały roznieść lokatorom okolicznych domów, parę buchająca z kanalizacji – bohater książki bez zdziwienia stwierdza, że pewnie znowu ktoś w elektrociepłowni pomylił się i wpuścił gorącą wodę do kanałów. Bohatera odwiedzają podejrzane typy, pracownicy administracji – jeden zakręca gaz, drugi ostrzega przed brakiem wody. Ponownie –  bohater książi nie jest tym wcale zdziwiony.

Rzeczywistość PRL to ciągłe braki i nienormalność, ludzie zdążyli się już do tego przyzwyczaić. Podobnie jak do postawy pracowników komunikacji – motorniczy nie chce prowadzić tramwaju, bo uważa, że skończył już pracę. Ubłagany przez pasażerów podwozi ich w kierunku centrum miasta, ale nagle pojazd staje, bo w sieci zabrakło prądu. To także nikogo nie dziwi. Ludzie przywykli do takich scenek. Obywatele komunistycznego państwa przyzwyczaili się też do nieuprzejmości i chamstwa urzędników – jadąc autobusem bohater boi się spytać bileterki o kurs pojazdu. Kiedy wreszcie się decyduje, odpowiedź jest nieuprzejma i burkliwa.

Z szarością świata PRL współgra pogoda – nie wiadomo, jaka jest pora roku, na przemian pada śnieg, wieje jesienny wiatr, świeci słońce. Stolica świętuje wizytę przywódcy ZSRR – okazją jest kolejna rocznica utworzenia PRL, ale nie wiadomo która. Mówi się o 35. rocznicy, 40. a może jeszcze innej. Bohater próbuje ustalić dokładną datę dnia, który ma być jego ostatnim w życiu (wieczorem ma podpalić się przez gmachem Pałacu Kultury i Nauki), ale nawet to się nie udaje. Gdzieniegdzie pada wzmianka, że jest 22. lipca (data oficjalnego święta państwowego w PRL). Nie wskazuje na to pogoda – wspomniany jesienny wiatr i grad.

Z książki bije przejmujący obraz przemijania, tymczasowości, schyłkowości – autor daje do zrozumienia, że system chyli się ku upadkowi, czuje to główny bohater i napotkani przez niego ludzie. Chodzi nie tylko o załamanie – i tak nie funkcjonującego już dobrze – państwa, ale oficjalne włączenie Polski do ZSRR jako kolejnej republiki tego ogromnego kraju.

Podobne wypracowania