Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Obraz i ocena społeczeństwa polskiego w III części „Dziadów” Adama Mickiewicza - „Bal u Senatora”

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

III część „Dziadów” ukazuje polskie społeczeństwo w roku 1823, kiedy to: „Całą administracją nakręcono jako jedną wielką Polaków torturę, której koło obracali carewicz Konstanty i senator Nowosilcow”. Mickiewicz wiele miejsca poświęca młodzieży, a nawet dzieciom zsyłanym na Syberię, ukazuje poszczególne przypadki aresztowań i przesłuchań. Nie jest to obraz jednostronny, obok przykładów bohaterskiej postawy i gorącego patriotyzmu przedstawia autor sprzedawczyków, którzy dbają jedynie o własną wygodę i bezpieczeństwo.

Scena w salonie warszawskim najdobitniej ukazuje ów kontrast między dwiema odmiennymi postawami. Przy drzwiach skupia się obóz patriotyczny. W większości są to młodzi ludzie, którzy odcinają się od towarzystwa zajmującego środek sali. Na temat zgromadzonej tam elity mają jednoznacznie negatywne zdanie: „...szelmy, łotry, łajdaki!/ Żeby ich piorun trzasł”. Przy drzwiach rozmawia się przyciszonymi głosami o sytuacji w Polsce i na Litwie. Sporo miejsca zajmuje historia Cichowskiego, opowiedziana przez Adolfa. Cichowski był wesołym młodym człowiekiem, lubianym w towarzystwie. Niedługo po swoim ślubie zaginął. Wszyscy myśleli, że nie żyje, po dwóch latach przypadkowo okazało się, że jednak jest przetrzymywany w wiezieniu. Żona próbowała choć dowiedzieć się czegoś o jego losie,  dopiero po kolejnych kilku latach powrócił do domu. Jednak lata spędzone w wiezieniu, gdzie poddawano go strasznym torturom, zmieniły go na zawsze. Potrafił się oprzeć przemocy, nikogo nie zdradził, za to stracił zdrowie i zmysły. Adolf tak opowiada o swym przyjacielu, z którym spotkał się w miesiąc po jego powrocie: „Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić;/ Odwraca się i głowę na ręku opiera,/ Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiera:/ Ścina usta, by słowa same nie wypadły,/ Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły./ Pytany, myśląc zawsze, że jest w swym więzieniu,/ Ucieka w głąb pokoju i tam pada w cieniu,/ Krzycząc zawsze dwa słowa: <<Nic nie wiem, nie powiem!>>”. Ta historia jest jedną z wielu podobnych. Dla patriotów urasta ona do rangi symbolu, chcą ją rozgłosić, by świadczyła o męstwie bohaterów.

Dla towarzystwa przy stolikach historia nie jest poruszająca. Warszawska śmietanka literacka odrzuca ją jako temat nieatrakcyjny dla literatury. Jeden z literatów uważa, że nie warto pisać o sprawach współczesnych, drugi zaś uznaje ją za zbyt brutalną: „Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,/ Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi;/ Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki,/ Trzody, cienie - Sławianie, my lubim sielanki”. Prawda jest dla nich nieważna, cierpienie i bohaterstwo także. Ten obóz składa się z wysokich urzędników, wojskowych, uznanych literatów i dam. Ich rozmowy skupiają się na rozrywkach, interesują ich bale, poezja francuska, toalety, urządzenie salonu; ogólnie rzeczy błahe. Cierpienie Cichowskiego nie robi na nich wrażenia, ale współczują  Kamerjunkierowi, który był na nieudanym balu i z powodu tłoku nie mógł się dostać do bufetu. Co więcej, owa elita ubolewa, że Nowosilcow opuścił chwilowo Warszawę, gdyż: „Nikt nie umie gustownie urządzić zabawy;/ Nie widziałam pięknego balu ani razu./ On umiał ugrupować bal na kształt obrazu”. Nowosilcow, człowiek, który był odpowiedzialny za prześladowania Polaków, dla nich jest niezastąpionym gospodarzem i towarzyszem.

Między obozami jest wyraźna różnica, każde skupione w sowim miejscu zajmuje się innymi sprawami, przy stolikach rozmawia się po francusku, w drzwiach po polsku. Grupa patriotów nie kryje swej niechęci do sprzedawczyków, którzy bratają się z wrogiem. Arystokracja, która winna prowadzić naród  ku wolności, pierwsza złożyła broń i obnosi się ze swą przyjaźnią do zaborcy. Ale naród to nie tylko stara, kosmopolityczna arystokracja, wśród Polaków nie brakuje prawdziwych patriotów. Konkluzją tej sceny są słowa Wysockiego: „Nasz naród jak lawa,/ Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,/ Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;/ Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”.

Podobne wypracowania