Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Reportaż z podróży pt.: „Była to niezapomniana podróż”

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

16.15 – konduktor daje znać, że pociąg zaraz ruszy. Jest piątek 21 czerwca 2002 roku, a ja chwilę wcześniej zajęłam wolny przedział dla niepalących w klasie drugiej, w pociągu linii Łódź – Gdynia. Zajęłam miejsce przy samym oknie, przodem do kierunku jazdy, żeby mieć dobry widok podczas podróży. Uwielbiam późnowiosenne popołudnia, kiedy słońce nie jest już takie jaskrawe, a przechodzi w barwy złoto-żółte.

Słyszę, że drzwi przedziału się otwierają i do środka wchodzi starszy pan z niewielką torbą w kratkę, mówi „Dzień dobry” i mości na przeciwległym siedzeniu. Otwiera gazetę i już pochłania go lektura.

Wkładam w uszy słuchawki i stukot kół zostaje zagłuszony moimi ulubionymi, starymi, zagranicznymi przebojami. Uwielbiam podróże pociągiem, bo jest to czas, w którym mogę przemyśleć sobie różne rzeczy albo po prostu oderwać od codzienności i oddać całkowicie pędowi i zmieniającym się za oknem krajobrazom.

Czuję się zupełnie wolna od jakichkolwiek złych emocji, wszystkie stresy tygodnia powoli schodzą ze mnie. Widok jest cudownie relaksujący. Wszystko pokryte jest złotem i jawi się niczym magiczna kraina znajdująca się poza czasem, zimnem, trudami. Pociąg jest wehikułem, który przenosi mnie tam, gdzie nikt nie zna zmartwień. Wielkie łany soczyście zielonej trawy wiatr czesze niczym grzebień włosy leśnych nimf. Tafle oczek wodnych połyskują zachęcająco.

Kolejne stacje są niczym wyspy na wielkim zielonym oceanie. Nawet nie zauważyłam, kiedy minął czas. Pociąg staje właśnie na stacji w Laskowicach. Patrzę na zegarek, jest godzina 18.55. Ludzie wylewają się z pociągu niczym kolorowe mrówki. Tłum z plecakami, torbami czeka cierpliwie, aż wszyscy wychodzący już opuszczą przejścia, by sami mogli wejść do środka. Patrzę na dziewczynkę, którą mama trzyma za rączkę; mała ma może 5 lat i ciekawie rozgląda się dokoła. Zastanawiam się dokąd jadą, a może skądś wracają? Na jakich stacjach życiowych przyjdzie tej dziewczynce czekać i dokąd zabiorą ją pociągi, do których wsiądzie?

Pociąg rusza mozolnie swoje masywne cielsko i obrazek za oknem znów się zmienia.
Myślę o domu, którego dawno nie widziałam, a za którym bardzo tęsknię. Tam też są takie piękne widoki i życie bardziej obok natury niż w dużym mieście. Myślę też o problemach, które ostatnio miałam, ale w kontakcie z tymi cudami, które widzę za oknem, stają się one zupełnie błahe. Kolejne stacje oznajmiają, że cel podróży zbliża się nieubłaganie i że ta magiczna podróż niedługo się skończy. Osie, Skórcz, Starogard Gdański, Tczew, a na koniec Gdynia. Żal mi porzucać ten nastrój, w który wprowadziła mnie droga. Zbieram się do wyjścia i myślę, że była to niezapomniana podróż, podróż odkrywająca piękno życia, którego w codziennym pędzie nie dostrzegamy.

Podobne wypracowania