Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Tadeusz Borowski „Proszę państwa do gazu” - streszczenie skrótowe

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Opowiadanie rozpoczyna się opisem obozu. Wszyscy chodzili nago, nie tylko dlatego, że ubrania poddano odwszeniu, ale także z powodu wielkich upałów. Proces ten przeprowadzono także w FKL (bloku żeńskim). Godziny płynęły powoli, a wszystko toczyło się jakby w zwolnionym tempie. Także narrator poddał się temu nastrojowi. Siedział wraz z kilkoma towarzyszami w buksie i nieśpiesznie spożywał chleb. Wszyscy oczekują na transport, kiedy to będzie można wzbogacić się o nowe dobra. Mają przecież pełną świadomość, że żyją z tego co przyjedzie wraz z transportowanymi. Dla kontrastu zostają ukazani ludzie, którzy siedzą na dole. Ich życie jest zupełnie inne, są kościści, głodni, gnieżdżą się na pryczach po ośmiu. Jakiś rabin czyta hebrajski modlitewnik i wznosi pieśni do Boga. Rozpoczyna się krótka wymiana zdań o religii, a marsylczyk wypowiada słowa: „religia jest opium dla narodu”. Ten spokojny nastrój zostaje zakłócony w momencie, gdy blokowy oznajmił nadejście nowego transportu.

Mężczyźni zaczęli zbierać się w pośpiechu. Nie da się ukryć, że ta informacja sprawiła im wiele radości. Wszyscy skierowani do odbierania więźniów zebrali się na miejscu. Głodni Grecy zaczęli szukać starych porcji żywieniowych. Nie wiedzieli co ich czeka, więc zaczęli pytać co będą robić. Obawiali się, iż ich obowiązkiem będzie ładowanie szyn na auta, nieco poprawiło się ich samopoczucie, kiedy uświadomiono im, że będą pomagać przy rozładowywaniu transportu. Wszyscy udzielają sobie ostatnich wskazówek i nagle nadjeżdża pociąg wyładowany ludźmi. Byli bladzi, mieli problemy z oddychaniem i wołali o wodę. Jeden z żołnierzy, aby uciszyć tłum wystrzelił całą serię z karabinu. Następnie otwarto wagony, kazano wszystkim wychodzić, zostawiać rzeczy obok pociągu i kierować się na lewo. Ludzie byli zaaferowani i niepewni swego losu. Więźniom pracującym przy rozładunku wolno brać tylko jedzenie, reszta jest własnością III Rzeszy.

Nikt nie udziela wysiadającym informacji. Każdy będących tutaj dłużej wie, że pójdą oni na śmierć, ale oszukuje się ich do końca, ponieważ to jedyna forma litości dozwolona w obozie. Jedni idą na prawo (zazwyczaj zdrowi mężczyźni), ich obowiązkiem będzie praca w lagrze. Reszta trafia na samochody, które zawiozą ich do komór gazowych. Podziały odbywają się w płaczu, ludzie są zupełnie zdezorientowani.

Następnie narrator dzieli się z odbiorcą swoją refleksją na temat obozu. Nazywa go „największym zwycięstwem solidarnych i zjednoczonych Niemiec” (to oczywiście określenie ironiczne). To tutaj kiedyś naliczonych zostanie ponad cztery miliony zabitych. Obóz będzie się rozrastał, przyjdą kolejni ludzie, a Niemcy staną się absolutną rasą panów.

Wagony już się opróżniły. Teraz rozpoczyna się najmniej przyjemny etap pracy. Trzeba je oczyścić. Narrator wskakuje do środka, widzi nieżyjące niemowlęta leżące wśród kału. Pracownicy wynoszą je niczym kurczaki, po parę w ręce. Niemiec, który nie może odpalić papierosa każe zanieść trupy do kobiet. Nikt nie chce ich odebrać, żołnierz już odblokowuje pistolet. W końcu zjawia się siwa pani, która bierze niemowlę.

Gdy wszystko ucicha, narrator wraz z Henrim stają z boku. Odbywają rozmowę, padają pytania o to czy są dobrymi ludźmi. Pierwszy z nich mówi, że wcale nie współczuje tym, którzy trafią do gazu. Najchętniej sam by ich zabił, bo to przez nich musi tutaj być i oglądać to wszystko. Ta spokojna chwila zostaje szybko przerwana, trzeba przecież wynieść trupy i zaprowadzić porządek na rampie. Mężczyźni noszą więc różne klamoty, przeczesują wszystko, aby tylko znaleźć coś wartościowego.

Wszystko zostało już zrobione, każdy był przekonany, że to już koniec. Nagle rozległ się gwizdek kolejarza i nadjechał kolejny transport. Tym razem wszystko przebiega automatycznie. Godne odnotowania okazują się tylko skrajne przypadki. Pojawia się młoda kobieta, za którą biegnie piękne dziecko. Ona jednak nie przyznaje się do niego, wciąż krzyczy, że nie ma z nim nic wspólnego. Ma przecież świadomość, że każda matka wędruje do gazu wraz ze swoim dzieckiem. Dopiero interwencja Andreja z Sewastopola, który bezlitośnie stłukł kobietę i wrzucił ją na ciężarówkę wraz z dzieckiem, uspokoiła sytuację. Następnie z wagonów wyszła piękna kobieta, jej oczy spotkały się z oczami narratora. Spytała go co będzie się działo z przywiezionymi. Ten nie udzielił odpowiedzi, kobieta okazała mu pogardę i dumnie poszła w stronę samochodów. Nie dała się nikomu zatrzymać.

Narrator czuł coraz większe obrzydzenie, oglądał coraz więcej trupów, wszystko było skrajnie obrzydliwe. Gdzieś na ziemię padła para ludzi, którzy nie chcieli być rozdzieleni. Jednak pod wpływem kolejnych ciosów zostają zagonieni na ciężarówki. Czwórka mężczyzn niesie trupa jakiejś kobiety, ktoś ciągnie po ziemi starca krzyczącego, że chce rozmawiać z komendantem.

Kiedy ostatnie ciężarówki odjeżdżają, narrator ponownie spotyka się z Henrim. Dowiaduje się od niego, że mogą przyjechać kolejne pociągi. Polak ma dosyć, ale Francuz uświadamia mu, że musi do tego przywyknąć, jeśli chce przeżyć w obozie.

Nadjechał kolejny transport. Tym razem było już ciemno, a rampę oświetlały niewielkie promienie żarówek. Narrator nie mógł już wytrzymać, schował się pod szyny i tylko nasłuchiwał. Twierdzi, że obóz będzie bardzo długo mówił o transporcie Sosnowiec - Będzin. Był bardzo bogaty, wszyscy będą to jedli przez czas pięciu dni. Kiedy po skończonej pracy wszyscy kierowali się ku barakom z krematoriów płynęły smugi dymu. Gdzieś po drodze spotkali jeszcze oddział esesmanów, który śpiewał: „Und morgen die ganze Welt…” („a jutro cały świat…”).

Podobne wypracowania