Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Wygrani i przegrani w „Siłaczce” Stefana Żeromskiego - wyjaśnij

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Paweł Obarecki i Stanisława Bozowska należą do tego samego intelektualnego grona. Z podobnym poczuciem misji i z wiarą w te same pozytywistyczne ideały, wyjeżdżają na wieś, aby realizować plan pracy u podstaw. Są tak samo zaangażowani, pełni zapału i pasji, młodzi, zdolni, a jednak ich misje działalności w celu polepszenia sytuacji społecznej kończą się diametralnie różnie. W podziale na wygranych i przegranych autor noweli sytuuje Stasię na tej pierwszej pozycji,  nazywając ją siłaczką, Obareckiemu zaś przyznaje miejsce przegranych. Dlaczego?

W „Siłaczce” wygranym jest nie ten, kto pierwszy dociera do celu, bo nie osiąga go ani nauczycielka, ani lekarz, ale ten, kto nie poddaje się zarówno wpływowi środowiska, jak i ciężarom trudnej rzeczywistości. W konfrontacji teorii z praktyką, marzenia z jego realizacją dokonuje się próba charakteru i siły. Można by wyznaczyć więcej opozycji, które podkreśliłyby rozbieżność postaw Bozowskiej i Obareckiego: „darwinistka” i „wielki leniuch”, zakochany student i rozsądna panna, która przerywa znajomość i wyjeżdża, żeby uczyć.

Obarecki po przyjeździe do Obrzydłówka rozpoczyna z marszu wcielanie wielkich ideałów. Przyjmuje pacjentów za pół darmo, jeździ do obłożnie chorych, agituje i prowadzi dysputy, propaguje nowe nawyki żywieniowe. Wchodzi w konflikt z miejscowym farmaceutą i felczerem, nie zważa na mające go odwieść od podjętej misji groźby i szykany. Z czasem jednak coś w nim umiera, w jego stanowczą kiedyś wiarę wkrada się wątpliwość, zniechęcenie. Kończy się to zupełnym zaniechaniem darmowej praktyki, asymilacją, wtłoczeniem w istniejące schematy społeczne i zapomnieniem o ideałach młodości, powracających w gryzących go chwilami wyrzutach sumienia. O pięknie wizji, którą miał jeszcze jako student przypomina mu dopiero śmiertelnie chora pacjentka, dawna miłość – Stanisława Bozowska.

O początkach pedagogicznej pracy Stasi narrator nie wspomina, jednak przypuszczać można, że charakteryzowało ja takie samo zaangażowanie jak w czasie studiów i tuż przed śmiercią. Szerzenie edukacji wśród najniższych warstw społecznych było przedsięwzięciem tak samo marzycielskim jak wiara w szybkie zmiany ich warunków życia. Donkiszoteria połączona z siłą charakteru i uporem Stasi przynosi jej jednak zwycięstwo, co prawda nie na płaszczyźnie praktycznej, ale na poziomie etyki, idei i wiary. Rozpoczęte na studiach dzieło zostaje doprowadzone do końca; Stasia napisała „Fizykę dla ludu”, a więc po jej wysiłku pozostał materialny ślad i jednocześnie namacalny dowód przeciwko Obareckiemu, którego samopobłażanie, brak mocnej motywacji i zdolności do autodyscypliny doprowadziły na skraj rozkładu duchowego. Wątłe, chorowite ciało Stanisławy okazało się skrywać zahartowanego ducha i nonkonformistyczny umysł. Ciało Obareckiego z czasem, jak ironicznie zauważa narrator, przybrało na masie, w zamian za co, on sam utracił powołanie.

Wynik zestawienia dwóch postaw - Stanisławy Bozowskiej i Pawła Obareckiego jest jasny: wygrana i przegrany. Oprócz tego, z noweli wypływa jeszcze jeden wniosek, a mianowicie utopijność pozytywistycznych założeń w konfrontacji z twardą rzeczywistością społeczną i ekonomiczną Polski XIX wieku. Ani doktor Paweł, ani Stasia nie osiągnęli bowiem celu, z zamiarem realizacji którego przyjechali na prowincję. Przeszkody, które napotkali: zapóźnienie myślowe, brak świadomości, obskurantyzm elit i powszechna bieda, były kłodami rzucanymi pod nogi wszystkich pozytywistów. Pomimo ich szczerego oddania idei i tytanicznego wysiłku cały ich trud okazywał się być pracą syzyfową.

Podobne wypracowania