Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Ignacy Krasicki „Do króla” - interpretacja i analiza satyry

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Do króla” to jedna z najwcześniejszych satyr Ignacego Krasickiego. Otwiera cykl utworów tego typu, opublikowany w 1779 roku. „Do króla” jest przykładem liryki zwrotu do adresata, adresatem utworu jest król Stanisław August Poniatowski, mecenas sztuki i przyjaciel Krasickiego. Autor zwraca się bezpośrednio do monarchy: „Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę”. W dalszych wersach także mamy przykłady takich zwrotów: „jesteś”, „czujesz”, „poczekaj”, „zechcesz”. Na początku utworu Krasicki podkreśla, że król nie powinien czuć się urażony, bo bohaterem satyry może być każdy, a skoro tak, to dlaczego nie zacząć od najważniejszego człowieka w państwie? W trakcie czytania tekstu wychodzi na jaw, że krytyka nie jest skierowana do króla. Utwór pisany jest trzynastozgłoskowcem, z rymami parzystymi aa bb cc i tak dalej. Satyra ma formę monologu podmiotu lirycznego, wymieniającego wady monarchy, z krótkim uzasadnieniem.

Krasicki przytacza liczne argumenty, wysuwane zapewne przez przeciwników Stanisława Augusta Poniatowskiego. Robi to w taki sposób, że ośmiesza tych, którzy krytykują monarchę. Na przykład, jak w poważny sposób można traktować zarzut, że król jest młody? Oczywiście młody wiek to zapalczywość, porywczość i gwałtowność, ale żadnej z tych cech nie odnajdujemy u króla. Krasicki ironicznie zauważa, że zapewne siwizna i zmarszczki gwarantują posiadanie rozwagi i talentu. Młody wiek to nie wina króla, a monarcha już nabawił się siwych włosów, pełniąc swe obowiązki. Dlatego krytycy powinni być choć trochę usatysfakcjonowani.

Kolejny zarzut powodowany jest zwykłą zawiścią. Oto Krasicki wypomina królowi, że nie jest cudzoziemcem ani królewskim synem. Polskiej szlachcie łatwiej byłoby zaakceptować, gdyby rządził nią ktoś z zagranicy niż syn znacznego polskiego rodu, ale nie monarszego, a tylko szlacheckiego. Zanim szlachcic zwróci się do króla zwrotem „najjaśniejszy”, wcześniej się udławi - ironizuje autor. Następnym argumentem, przytaczanym przez autora za niechętnymi królowi ludźmi jest jego uwielbienie dla sztuki. „Księgi lubisz i w ludziach się kochasz uczonych” - pisze Krasicki. Trudno uznać to za wadę, szczególnie w dobie oświecenia, kiedy nauka i kultura rozwijała się przy pomocy mecenatu królów czy magnatów.

Wreszcie w tekście pada argument, że król jest zbyt dobry, a powinien być surowy i zły, nie dbać o to, by podwładni go lubili, ale by się go bali. Tylko w ten sposób zyska sobie posłuch. Ponownie mamy do czynienia z argumentem tak absurdalnym, że aż śmiesznym. Raczej trudno wyobrazić sobie, by szlachta wolała mieć na tronie tyrana, terroryzującego poddanych. Zresztą w sarmackiej Polsce było to niemożliwe, władza króla była ciągle ograniczana a sama szlachta strzegła jak oka w głowie swoich przywilejów.

W satyrze „Do króla”, poprzez zestawienie groteskowych i absurdalnych argumentów, autor osiągnął skutek odwrotny niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Krasicki nie wyśmiewa się z wad monarchy, ale zbierając w jednym tekście zarzuty jego przeciwników pokazuje ich bezsensowność, a jednocześnie głupotę i warcholstwo ludzi, którzy są ich zwolennikami. To nie król powinien się zmienić, ale ci, co go krytykują - takie wrażenie ma czytelnik po zapoznaniu się z utworem. W odróżnieniu od bajek, satyra „Do króla” nie kończy się podsumowującym wszystko morałem. Utwór pokazuje ewolucję artystyczną autora, Krasicki przewiduje, że tekst trafi do ludzi, którzy będą umieli właściwie go ocenić i rezygnuje ze stawiania łatwych tez.

Podobne wypracowania