Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Krzysztof Kamil Baczyński „Samotność” - Stan duszy człowieka opuszczonego - opis, opracowanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Krzysztof Kamil Baczyński stworzył wiersz „Samotność” krótko po Wielkanocy 1942 roku. Jak zapowiada tytuł – obrazuje on stan duszy człowieka opuszczonego, pogrążonego w samotności, której przyczyną stała się wojenna zawierucha i zbierane przez nią tragiczne żniwo.

Rytm utworu wyznaczają melodyjne wersy zakończone sąsiadującymi rymami, zaś pod względem formy jest on podzielony na strofy wyznaczane początkowo wykrzyknieniem „O!”, które w dwóch pierwszych fragmentach poprzedza dramatyczne wyznanie podmiotu lirycznego: „nie jestem człowiekiem”. Zostanie ono umotywowane w dalszych wersach, przybierających dzięki temu formę swoistego pejzażu emocjonalnego ujawnionego tutaj bezpośrednio „ja” lirycznego.

W strofie pierwszej stan duszy bohatera tekstu zostaje ukazany poprzez metaforę nocy, która – poddana animizacji – „huczy” dookoła, pogrążając w ciemności jego „płomień” odwołujący się do człowieczeństwa umierającego na oczach czytelnika. W kolejnym fragmencie wprowadzony zostaje temat czasu, który nie zostaje dookreślony żadnymi datami, lecz niecodzienną specyfiką – jest to „czas bez ludzi”. Takie stwierdzenie możemy odczytywać dwojako: w normalnych warunkach samotność rozumiemy bowiem jako przymusowe odcięcie od towarzystwa innych, wpisując jednak wiersz w realia wojenne, w jakich powstał  możemy przypuszczać, iż podmiot liryczny nie cierpi z powodu braku towarzystwa, lecz z powodu dramatycznej zmiany postaci, które go otaczają. Wojna wypacza wartość człowieczeństwa, odzierając je ze świętości wyższych uczuć i sprowadzając do fizjologicznego funkcjonowania, które – wedle podmiotu lirycznego – nie daje już prawa do nazywania siebie człowiekiem.

Poszukuje on ratunku przed zagładą własnej osobowości w kontakcie z naturą, w której spodziewa się znaleźć choć
„(…) jeden nerw nie ciemny
i jeden kolor żywy i nie nadaremny”.

Wszystko inne zdaje się być nierealnym, złym snem, gdzie ludzie zamieniają się w „pomniki fantastyczne” – tę metaforę możemy rozumieć dwojako: wojna codziennie odbiera podmiotowi lirycznemu ukochanych ludzi, zamieniając rozmowy z nimi w kontemplację nad cmentarnymi pomnikami; okropieństwa spełniającej się apokalipsy zamieniają też serca żyjących w głazy, każąc im walczyć jedynie o własne przetrwanie bez poszanowania kultywowanych dawniej wartości. Taki świat – świat pozbawiony empatii i moralności – jest dla podmiotu lirycznego zupełnie obcy, nie czując jednak do niego przynależności, nie może przenieść się do żadnego innego. W kolejnej strofie wysuwa więc dramatyczny apel do tajemniczego odbiorcy, którym zdaje się być sam Bóg:
„O, daj mi ten grzech poznać. Nikt na mnie nie woła.
O, daj mi choć szatana poznać, lub mi daj anioła.
O, wróć mi czyn przedwieczny lub milczenie wróć mi,
abym człowiekiem chodził między tymi ludźmi”.

Dzięki temu wiersz nabiera charakteru modlitwy, choć jest to modlitwa bardzo nietypowa – podmiot liryczny nie prosi o swoje zbawienie, lecz o zmianę swego stanu na jakikolwiek inny, choćby i na piekielne potępienie, bowiem obecna przestrzeń jego bytowania zdaje się nie do wytrzymania. Pozostaje zawieszonym gdzieś pomiędzy piekłem i czyśćcem, mimo woli obserwując cierpienia umarłych podzielonych na dwie kategorie: jedni są dzielnymi obrońcami ojczyzny, którzy rzucili się do walki z zapałem i poświęceniem, okazali się jednak zbyt słabi, by unieść nałożony na nich ciężar; drudzy zaś to, ci „którym starczyło do pół-zbrodni siły”, w czasie wojny nie zostali bowiem zbrodniarzami, ale okazali się zbyt tchórzliwi, by otwarcie przeciwstawić się zbrodniom innych. Podmiot liryczny opisuje siebie samego jako postać zawieszoną pomiędzy tymi dwoma biegunami:
„A ja spośród ciemności. O, ja nie człowiekiem,
ja tylko głosem bożym zbawionym od piekieł,
któremu – odciętemu od ust wzdętych nieba –
czynów boskich nie stało, a ludzkich nie trzeba”.

Nie przynależy więc do żadnego z czarno-białych światów, czując wstręt do tego, co ludzkie, ale nie potrafiąc już głosić tego, co boskie. Przyjmuje na siebie rolę profety, który w warunkach spełniającej się apokalipsy nie ma już siły, by przemawiać w imieniu Boga. Jego samotność zostaje więc ukonstytuowana nie tylko przez odosobnione, niedostępne innym miejsce, w jakim znajduje się jego dusza, ale również poprzez brak audytorium, które mogłoby korzystać z jego nauk. Okrucieństwa wojenne zostają w ten sposób poddane ostatecznej hiperboli, okazuje się bowiem, że druzgocąc niebiańskich wysłanników zamykają one usta samemu Panu Bogu.

Podobne wypracowania