Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Leopold Staff „Deszcz jesienny” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Deszcz jesienny” to wiersz Leopolda Staffa pochodzący z drugiego z kolei tomu poetyckiego tego twórcy, zatytułowanego „Dzień duszy” (1903). Stylistyka całego cyklu znacząco różni się od poprzedzających go, zatopionych w nietzscheańskiej wizji nadczłowieka „Snów o potędze”, zbliżając się tym razem do założeń programowych poezji Młodej Polski z jej dekadentyzmem i impresjonistycznymi opisami zjawisk przyrody. „Deszcz jesienny” jest uznawany za utwór najbardziej reprezentatywny dla ówczesnych zainteresowań Staffa.

Charakterystyczną cechą tego liryku jest jego meliczność, przejawiająca się już w konstrukcji – zastosowano tutaj podział na siedem strof o naprzemiennej regularności: segmenty składające się z sześciu wersów pełnią rolę powtarzającego się po każdej, 10-wersowej strofie refrenu, a cały utwór został napisany regularnym 12-zgłoskowcem z zastosowaniem średniówki. Muzyczność tekstu podkreślają również często pojawiające się onomatopeje, parzyste rymy i wyraźny, regularny rytm każdej strofy.

Pierwsza zwrotka, powtarzająca się w całym wierszu jako refren, wprowadza czytelnika w nastrój jesiennego, skąpanego deszczem krajobrazu, który zostanie zobrazowany zgodnie z duchem impresjonizmu w sposób bardzo plastyczny i wrażeniowy, relacjonując za pośrednictwem opisu zjawisk naturalnych stan duszy podmiotu mówiącego. Bardzo mocny nacisk położono na oddanie waloru słuchowego poprzez nagromadzenie wyrazów dźwiękonaśladowczych imitujących odgłosy deszczu („o szyby deszcz dzwoni”, „pluszcze jednaki”, „jęk szklany”, „płacz szklany”), senny i apatyczny nastrój sceny oddają również rozmyte, zakończone wielokropkami wersy, zaś jego monotonię podkreśla anaforyczne powtórzenie na końcu strofy otwierającego ją wypowiedzenia:

„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…”

W trzech pozostałych, 10-wersowych strofach nastrój ponurej atrofii zostanie podkreślony również przez oddanie walorów kolorystycznych opisywanego krajobrazu. Bohaterkami pierwszej z nich są upersonifikowane „wieczornych snów mary powiewne”, które, nie doczekawszy się widoku słońca, pośród jesiennego deszczu:

„W dal idą na smutek i życie tułacze”.

Barwy krajobrazu oddaje tutaj dwuwers opisujący ową wędrówkę:

„W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby”

Mroczny nastrój zostaje więc wzbogacony o wątek funeralny, bardzo charakterystyczny dla stylistyki impresjonistycznej, która często – podobnie jak i w tym tekście – przenosi akcję utworów do świata onirycznych mar i cmentarnych włóczęgów. Ów wątek doczeka się kontynuacji w kolejnej strofie, opowiadającej o utracie tajemniczego „kogoś drogiego”, którego podmiot liryczny symbolicznie grzebie na cmentarzu swojej pamięci. Opowiada o bohaterze (bohaterce?) tej części wiersza:

„Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...”.

Nastrój ponurej melancholii, w której pozostaje zatopiony podmiot liryczny, jest więc nie tylko źródłem owego „deszczu”, który stale obmywa jego policzki, ale również życiowych niepowodzeń i trudności w okazywaniu najprostszych, najbardziej naturalnych uczuć.

W dalszej części wiersza do ponurych zjaw dołączy również szatan „smutny śmiertelnie”, sam na tyle przerażony ogromem zniszczeń, jakie czyni w niegdyś pięknym i kolorowym ogrodzie duszy podmiotu lirycznego, że w finale zaczyna łkać, „smutków potwornych płomienne łzy płacząc”.

W tym utworze mamy do czynienia z dosyć przewrotną postacią podmiotu lirycznego, który niezwykle plastycznie odmalowuje przed nami ponury krajobraz „ogrodu swojej duszy”, skąpanego we łzach jesiennego deszczu, płonącego gdzieś na skraju, zasypanego popiołem rozpaczy. Jednocześnie jednak zupełnie bezpośrednio wskazuje jako sprawcę tego stanu rzeczy smutnego szatana, zdając sobie sprawę, że jego melancholia jest wynikiem ulegania podszeptom zła, które wystarczyłoby wygnać z ogrodu, by odżyły w nim kolorowe kwiaty i świeże trawy. Podmiot liryczny nie zdobywa się jednak na taki krok, zahipnotyzowany szumem kropel tłukących w okno…

Podobne wypracowania