Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Bolesław Prus „Katarynka” - charakterystyka pana Tomasza z „Katarynki”

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Głównym bohaterem noweli Bolesława Prusa „Katarynka” jest pan Tomasz - starszy mężczyzna, z wykształcenia prawnik. W chwili, gdy go poznajemy jest już na emeryturze. Po wielu latach pracy na stanowisku adwokata dorobił się wielkiego majątku. Mieszka w pięknym, dużym domu, w którym ciągle coś zmienia, dokupuje nowe sprzęty: „Zmieniał meble, przestawiał zwierciadła, kupował obrazy”.

Bohater ma swoje przyzwyczajenia i rytuały, które kultywuje każdego dnia, jak codzienny spacer po mieście: „Około Kapucynów dotykał pobożnie ręką kapelusza i przechodził na drugą stronę ulicy, żeby zobaczyć u Pika, jak stoi barometr i termometr, potem znowu zawracał na prawy chodnik, zatrzymywał się przed wystawą Mieczkowskiego, oglądał fotografie Modrzejewskiej- i szedł dalej”.

Pan Tomasz ma szare, łagodne oczy, rumianą twarz, szpakowate włosy, siwe bokobrody i kręcone wąsy. „Latem nosił się wykwintnie, ciemnogranatowe palto, popielate spodnie od pierwszorzędnego krawca, buty połyskujące jak zwierciadła i nieco wyszarzały cylinder”. Wygląd mężczyzny odzwierciedlał jego wysoką pozycję społeczną. Zawsze chodził pochylony, trzymając ręce w kieszeniach. Zawsze głęboko nad czymś zamyślony, nigdy się nie spieszył. „W dzień pogodny nosił pod pachą laskę, w pochmurny - dźwigał jedwabny parasol angielski”.

W młodości pan Tomasz był człowiekiem pełnym wigoru i pogody ducha. Uwielbiał towarzystwo kobiet, mimo to pozostał starym kawalerem. Był człowiekiem wolnym i nigdy nie dorósł do ożenku i założenia rodziny: „Ta była za młoda, a tamtą uwielbiał już zbyt długo. Trzecia miała wdzięki i wiek właściwy, ale nieodpowiedni temperament, a czwarta posiadała wdzięki, wiek i temperament należyty, ale nie czekając na oświadczyny mecenasa wyszła za doktora”. Kochał świat i życie, z którego czerpał pełnymi garściami. Radość przynosił mu kontakt z naturą i sztuką. Kochał malarstwo, literaturę i muzykę: „Piękny obraz, dobry koncert, nowe przedstawienie teatralne były jakby wiorstowymi słupami na drodze jego życia. Nie zapalał się on, nie unosił, ale - smakował. Na koncertach wybierał miejsca odległe od estrady, ażeby słuchać muzyki nie słysząc hałasów i nie widząc artystów”.

Główny bohater był człowiekiem niezwykle inteligentnym, wykształconym. Poświęcił się praktyce zawodowej nie zapominając przy tym o innych pasjach w życiu. Jedna rzecz wyprowadzała pana Tomasza z równowagi - dźwięki katarynki. Przepędzał wszystkich kataryniarzy grających pod jego domem: „Muzyka (…) stanowi najsubtelniejsze ciało ducha, w katarynce zaś duch ten przeradza się w funkcję machiny i narzędzie rozboju. Bo kataryniarze są po prostu rabusie! Zresztą (…) katarynka rozdrażnia mnie, a ja mam tylko jedno życie, którego mi nie wypada trwonić na słuchanie obrzydliwej muzyki”. Słysząc muzykę płynącą z katarynki, mecenas przyśpieszał kroku, by jak najszybciej uciec od okropnych dźwięków. Przypadkowe spotkanie z ulicznym muzykiem grającym akurat na katarynce psuło panu Tomaszowi humor na parę godzin: „On, człowiek spokojny - zapalał się, jak był cichy - krzyczał, a jak był łagodny - wpadał w gniew na pierwszy odgłos katarynkowych dźwięków”. Fałszujące tony wydobywające się w pseudo instrumentu doprowadzały starszego mężczyznę do szału.

Jednymi z sąsiadów pana Tomasza były dwie panie z ośmioletnią, niewidomą dziewczynką. Ich podopieczna była blada, spokojna, sprawiała wrażenie smutnej. Dziewczynka słysząc grę znienawidzonego przez adwokata instrumentu wpadała w niesamowitą radość. Podskakiwała i tańczyła w rytm granej przez kataryniarza muzyki. Z utęsknieniem wyczekiwała kolejnego pojawiania się grajka. Pan Tomasz widząc nagłą przemianę w niewidomej dziewczynce za sprawą dźwięków katarynki, uchylił swój zakaz nie wpuszczania kataryniarzy na teren jego posiadłości, a nawet poprosił muzyka, by odwiedzał go codziennie. Pan Tomasz potrafił przezwyciężyć swoją niechęć do instrumentu i dźwięków przez niego wydawanych, by uszczęśliwić małą, chorą dziewczynkę. Wykorzystując swoje liczne kontakty szukał dla niej odpowiedniego specjalisty, by przywrócić jej wzrok: „wziął kalendarz, wyszukał w nim listę lekarzy i zapisał na kartce adresy kilku okulistów”. Nie znamy dalszych losów niewidomej dziewczynki i pana Tomasza.

Podobne wypracowania