Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Witold Gombrowicz „Ferdydurke” - problematyka utworu

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Przeniesiony w szkolną przeszłość przez Profesora Pimkę Józio jest świadkiem lekcji języka polskiego, podczas której uczniowie mają przyswoić sobie nie tylko wiedzę, ale też gotowe opinie, między innymi to, że: „Słowacki wielkim poetą był!”. Absurd takiego nauczania jest przykładem zniewolenia przez formę, zasadniczego problemu powieści.

Gombrowicz ukazuje w krzywym zwierciadle trzy środowiska, pierwszym z nich jest właśnie szkoła. System edukacji służy „upupianiu” młodzieży. Szkoła, która powinna przygotowywać do dorosłego życia, rozwijać umiejętności krytycznego myślenia i uczyć samodzielności, podejmuje wysiłki zmierzające w dokładnie przeciwnym kierunku. Nastoletni chłopcy są nieustannie obserwowani przez troskliwe matki i pedagogów, którzy dbają o ich „niewinność”. Zdaniem dyrektora, szkoła powinna podawać uczniom gotowe myśli i poglądy i dać, by je przyswoili. Po to istnieją programy nauczania, by ściśle ich przestrzegać, a wszystko to ma sprawić, by uczniowie pozostali niedojrzali: „Bo nie ma nic gorszego od nauczycieli osobiście sympatycznych, zwłaszcza jeśli przypadkiem mają osobiste zdanie. Tylko prawdziwie niemiły pedagog zdoła wszczepić w uczniów tę miłą niedojrzałość, tę sympatyczną nieporadność i niezręczność, tę nieumiejętność życia, które cechować winny młodzież, by stanowiła obiekt dla nas, rzetelnych pedagogów z powołania”.

Symbolem takiego traktowania uczniów stało się zdanie: „Słowacki wielkim poetą był!”, które powtarza nauczyciel polskiego, nazywany Bladaczką. Profesor tak prowadzi swój wykład: „A zatem dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlaczego płaczemy z poetą czytając ten cudny, harfowy poemat <<W Szwajcarii>>? Dlaczego, gdy słuchamy heroicznych, śpiżowych strof <<Króla Ducha>>, wzbiera w nas poryw? I dlaczego nie możemy oderwać się od cudów i czarów <<Balladyny>>, a kiedy znowu skargi <<Lilli Wenedy>> zadźwięczą, serce rozdziera się nam na kawały? I gotowiśmy lecieć, pędzić na ratunek nieszczęsnemu królowi? Hm... dlaczego? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!”. Nauczyciel nie stara się zapoznać uczniów z twórczością wieszcza, ukazać im piękna jego poezji, wymaga tylko, by przyjęli do wiadomości, że był wielkim poetą, a jego twórczość ich wzrusza. Takie bezrefleksyjnie powtarzane formułki urastają do rangi absurdu. Nic dziwnego, że uczniowie najwięcej wysiłku wkładają w wymiganie się od odpowiedzi, nie przykładając się zupełnie do nauki. W trakcie lekcji rzucają papierkami, rzeźbią coś scyzorykami, albo zgłaszają konieczność pójścia do toalety.

Nauczyciel nie potrafi zainteresować uczniów przedmiotem, chce tylko, by powtarzali to, co im wykłada. Kiedy Gałkiewicz buntuje się przeciwko takiemu dyktowaniu poglądów i twierdzi, że jego poezja Słowackiego wcale nie zachwyca, Bladaczka bynajmniej nie podejmuje żadnej dyskusji, obawia się tylko, żeby takie głosy nie dotarły do dyrektora czy wizytatora, bo mógłby pograzyć go jako pedagoga. Nie ma więc najmniejszego znaczenia, co uczniowie myślą, co się im podoba, czy rozumieją przedmiot, ważne, by w razie potrzeby potrafili poprawnie wyrecytować wyuczone formułki. W ten sposób przechodzimy do głównego problemu „Ferdydurke” problemu tożsamości spętanej w jarzmo formy.

Życie w społeczeństwie, kontakty z innymi ludźmi wymagają wejścia w pewne role. Gałkiewicz nie chce być tylko uczniem i to takim uczniem, jakiego pragną widzieć nauczyciele, dlatego manifestuje swoją indywidualność, sprzeciwia się formie, która uczniom każe podziwiać wybitnego poetę. Grono pedagogiczne „upupia” wychowanków, narzuca im infantylne formy zachowań, nieadekwatne do wieku a tym bardziej prawdziwej natury młodzieży. Problem ten ukazuje autor także na przykładzie nowoczesnej rodziny mieszczańskiej i konserwatywnego środowiska ziemiańskiego. Nikt nie jest wolny od formy, ponieważ ona determinuje kontakt z drugim człowiekiem. Gombrowiczowska forma to nie tylko konwenans, obowiązujące normy towarzyskie, to konieczność przybrania jakiejś maski za każdym razem, kiedy wchodzimy w relacje z innymi ludźmi. Rzecz w tym, że te maski kształtują prawdziwą, prywatną tożsamość jednostki: „człowiek jest najgłębiej uzależniony od swego odbicia w duszy drugiego człowieka”. Autor krytykuje więc formę, postuluje uwolnieni się od niej, jednocześnie mając świadomość, że jest to możliwe tylko w pewnym zakresie. Całkowita wolność od formy jest bowiem nieosiągalna.

Podobne wypracowania