Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Trzy rodzaje duchów - moralność ludowa na przykładzie II części „Dziadów” Adama Mickiewicza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

W II części „Dziadów” przedstawiony został ludowy obrzęd przywoływania duchów przez ich bliskich. W cmentarnej kaplicy pojawiają się trzy rodzaje duchów, w zależności od ciążących na nich winach. Każdy z nich jest inaczej przywoływany, inną karę odbywa, każdy też pozostawia żyjącym inną moralną naukę.

Jako pierwsze zostają przywołane duchy lekkie. W tym celu Guślarz spala garść kądzieli. Płomień na krótko rozjaśnia mrok kaplicy i szybko gaśnie, tak jak życie dwójki dzieci, które na to wezwanie przychodzą. Józio i Rózia żyli krótko, a w swym niedługim życiu nie zaznali żadnego cierpienia. To dlatego po śmierci ich dusze nie mogą pójść do raju. Dzieci przekazują zebranym taką prawdę:

„Bo słuchajcie i zważcie u siebie,/ Że według Bożego rozkazu:/ Kto nie doznał goryczy ni razu,/ Ten nie dozna słodyczy w niebie”.

Zgodnie z ludowym przekonaniem, cierpienie uszlachetnia człowieka i otwiera mu drogę do zbawienia. Życie dzieci, choć bezgrzeszne, było beztroskie. Za to po śmierci, mimo iż nie dotknęła ich żadna kara, nie mogą zaznać wiecznego szczęścia. Tak przedstawiają swoją obecną sytuację:

„W raju wszystkiego dostatek,/ Co dzień to inna zabawka:/ Gdzie stąpim, wypływa trawka,/ Gdzie dotkniem, rozkwita kwiatek”.

Podobnie jak za życia: nie zaznają cierpienia, nie zasłużyły na karę, ale nie zasłużyły też na niebo, dlatego doskwiera im tęsknota i nuda. Nie są do końca szczęśliwe. Proszą więc o dwa gorzkie ziarenka gorczycy. Ten symboliczny gorzki smak jest minimalną dozą cierpienia, która otworzy przed nimi bramy nieba. Dusze dzieci są niewinne, nie zostały więc skazane na ciężki wyrok, a żyjący z łatwością mogą im pomóc.

Północ to pora największej grozy, środek mrocznego obrzędu, czas nadejścia najcięższych duchów. Przywołując dusze potępione, Guślarz rozpala beczkę z wódką. Duch, który nadchodzi na to wezwanie, jest tak wielkim grzesznikiem, że nawet nie może przekroczyć progu kaplicy. Jego postać budzi zgrozę:

„Jak kość w polu wybladły;/ […] W gębie dym i błyskawice,/ Oczy na głowę wysiadły,/ Świecą jak węgle w popiele./ Włos rozczochrany na czele./ A jak suchy snop cierniowy/ Płonąc miotłę ognia ciska,/ Tak od potępieńca głowy/ Z trzaskiem sypią się iskrzyska”.

To dusza potępiona, widmo miejscowego dziedzica, pochowanego przed trzema laty. Widmo skazane jest na ogromne męczarnie, tuła się po świecie, dręczone strasznym pragnieniem i głodem. Nie może sięgnąć po nic do jedzenia, bo wszystko wyrywają mu drapieżne ptaki, a kiedy nie mają jedzenia, rwą jego ciało. To kara za okrucieństwo, jakim pan wioski cechował się za życia. Z jego winy wielu chłopów pomarło z głodu i wycieńczenia. Bezlitośnie przepędził zmarzniętą kobietę z dzieckiem spod swoich drzwi.

Teraz dusze tych, których skrzywdził za życia, wcielone w ptaki, dręczą jego widmo. Nie ma dla niego żadnego ratunku. Ludzie zebrani na obrządku dziadów nie mogą mu w żaden sposób pomóc, jego pojawienie służy raczej przekazaniu moralnej nauki żyjącym niż uzyskaniu pomocy od nich. Pouczenie moralne, przekazane przez tego ducha, brzmi:

„Tak, muszę dręczyć się wiek wiekiem,/ Sprawiedliwe zrządzenia Boże!/ Bo kto nie był ni razu człowiekiem,/ Temu człowiek nic nie pomoże”.

Nie każdej duszy można pomóc, są grzechy, które skazują na wieczne potępienie.

W końcu Guślarz przyzywa duchy pośrednie, zapalając w tym celu wianek z poświęconych ziół. Na to wezwanie przybywa duch pięknej dziewczyny, Zosi. Kiedyś mieszkała w tej wiosce, słynęła z urody i powodzenia wśród młodych chłopców. Wielu ją kochało, ona jednak nie odwzajemniała żadnego uczucia. Śmiała się ze swych adoratorów i kpiła z ich uczuć. Zmarła w wieku lat dziewiętnastu jako panna. Zosia tak mówi o sobie:

„Umarłam nie znając troski/ Ani prawdziwego szczęścia./ Żyłam na świecie; lecz, ach! nie dla świata!”.

Zgodnie z ludowym przekonaniem, powołaniem człowieka jest żyć wśród innych ludzi zgodnie z utrwalonym porządkiem. Zosia jednak nie pragnęła zamążpójścia, była próżna i płocha. Teraz żałuje swego postępowania, tęskni do ziemskiego życia, pragnie znów stąpać po ziemi i tańczyć z młodzieńcami. Jednak wyrok boski skazuje ją na błądzenie między ziemią a niebem:

„Bo słuchajcie i zważcie u siebie,/ Że według Bożego rozkazu:/ Kto nie dotknął ziemi ni razu,/ Ten nigdy nie może być w niebie”.

Winą Zosi jest to, że nie żyła „dla świata”, ponosi za to karę zawieszenia między dwoma wymiarami. Guślarz ma dla niej pocieszenie, wyjawia dziewczynie, że taki stan potrwa jeszcze dwa lata, po czym dusza Zosi będzie mogła pójść do nieba.

Przedstawienie trzech rodzajów duchów służy ukazaniu ludowej moralności, gdzie kara musi być adekwatna do winy. Winą może być zarówno brak cierpienia, jak też – tak jak w przypadku Zosi – obojętność. Większość grzechów może być na szczęście odpokutowana, tylko te najcięższe nie zostaną odpuszczone.

Podobne wypracowania