Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Zbigniew Herbert „Mona Lisa” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Może „Mona Lisa” nie jest najwspanialszym dziełem Leonarda da Vinci, ale z pewnością jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów na świecie. Portret został przetworzony na niezliczonych ilościach reprodukcji, a w powszechnej opinii stał się arcydziełem stanowiącym manifestację geniuszu włoskiego malarza. Przyjrzyjmy się refleksji na jego temat, którą w swoim wierszu przedstawia Zbigniew Herbert.

Cechą charakterystyczną tego utworu jest bardzo ciekawa kompozycja. Można wyodrębnić w nim dwie części, różniące się także pod względem zapisu. Pierwsza (stroficzna, ale nieregularna) zawiera opowieść o tym, w jaki sposób podmiot liryczny dotarł do słynnego obrazu. Druga, pisana dystychami, to opis dzieła wielkiego malarza. Dodać jeszcze należy, że podział ten nie jest bezwzględny, a obydwie części przeplatają się ze sobą.

Podmiot liryczny przybywa z dalekiej krainy, oddzielonej siedmioma górami, kolczastymi drutami rzek. Najwyraźniej pochodzi on z zupełnie innego świata. Ostatecznie udaje mu się jednak dotrzeć do swego „Jeruzalem w ramach”. Widzimy więc, że obraz stanowi dla niego olbrzymią wartość, pochodzi ze sfery sacrum. Niestety nie jest mu dane w spokoju kontemplować obraz, ponieważ znajduje się w „gęstej pokrzywie / wycieczki”. Najpewniej otaczają go ludzie, dla których to dzieło nie ma tak fundamentalnego znaczenia.

Bardzo ciekawych wrażeń dostarcza nam opis obrazu zawarty w wierszu Herberta.  „Tłusta i niezbyt ładna Włoszka / na suche skały włos rozpuszcza / od mięsa życia odrąbana /  porwana z domu i historii / o przeraźliwych uszach z wosku / szarfą żywicy uduszona” – okazuje się, że obraz wcale nie przytłacza swoim pięknem. Najważniejszy wydaje się zwrot: „od mięsa życia odrąbana” – wydający się mówić o tym, że portret tej kobiety jest dziełem tylko estetycznym, pozbawionym głębszych, życiowych wartości. Poeta stoi „wsparty w posadzkę / żywymi piętami”. Ciało sportretowanej kobiety to „puste woluminy”.

Jakie wnioski można wyciągnąć po odczytaniu dzieła Zbigniewa Herberta? Najpewniej możemy uznać je za przedstawienie opinii poety o sztuce, która, poza wrażeniami estetycznymi, powinna także wpompowywać w ludzkie życie wartości moralne. „La Gioconda” jawi się jako potwierdzenie wielkiego kunsztu artysty, ale na próżno można szukać w niej wartości.

Potwierdzać to wydaje się cytat mówiący o przepaści między plecami Mony Lisy a „pierwszym drzewem życia” podmiotu lirycznego. Sztuka się zużywa, jej wielokrotne kopiowanie, tworzenie mitów na jej temat – wszystko to powoduje, że ta dziedzina dorobku kulturowego nie jest w stanie udźwignąć ludzkich oczekiwań. Być może Zbigniew Herbert apeluje o większy szacunek do sztuki i pokazuje, że najważniejsze jest indywidualne obcowanie z nią.

Podobne wypracowania