Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Jan Kochanowski „Do Magdaleny” - interpretacja i analiza fraszki

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Do Magdaleny” to kolejna fraszka miłosna autorstwa Jana Kochanowskiego. Nie mówi ona jednak o przelotnym romansie czy niezobowiązującym flircie, ale o głębokim uczuciu, jakie żywi podmiot liryczny do tytułowej Magdaleny. Kochanowski pisał liczne fraszki z tytułami zawierającymi imiona kobiece („Do Hanny”, „Do Jadwigi”), w których dawał wyraz zauroczeniu wdziękami opisywanych panien.

W omawianej fraszce podmiot zwraca się do pani swego serca w apostrofie. Cały wiersz skonstruowany jest na zasadzie wyliczanki części ciała kobiety, które pragnie zobaczyć ich wielbiciel. Przy każdym wyszczególnionym elemencie pojawia się porównanie do typowych, klasycznych zjawisk, bądź rzeczy. Mamy więc na początku prośbę o ukazanie kobiecej twarzy: „Ukaż mi się, Magdaleno, ukaż twarz swoję,/ Twarz, która prawie wyraża różą oboję (...)”. Dla współczesnego czytelnika archaizmy występujące w poezji renesansowego poety mogą być trudne do zrozumienia. „Prawie” oznacza „z pewnością” lub „istotnie”, natomiast forma „oboj” znaczyła w staropolszczyźnie: „jeden i drugi, ten i ten, każdy z dwóch”. Przypuszczać więc możemy, iż autor miał na myśli dziewczęce policzki podobne do płatków róży. Jest to standardowe porównanie, a na takich właśnie opiera się fraszka Kochanowskiego. Wydźwięk pierwszego wersu informuje więc czytelnika o urodzie dziewczyny. Jest ona młoda, gdyż jej cera jest świeża, kwitnąca i rumiana.

Kolejny wers zawęża pole opisu i odnosi się do poszczególnych elementów twarzy. Opowiada o oczach oraz włosach: „Ukaż złoty włos powiewny, ukaż swe oczy,/ Gwiazdom równe, które prędki krąg nieba toczy (...)”. Zapoznajemy się więc coraz bliżej z urodą ukochanej podmiotu lirycznego. Wiemy już, że jest ona blondynką o długich – raczej prostych, niż kręconych – włosach. Jej urok potęgują błyszczące oczy stereotypowo porównane do gwiazd. W drugim wersie występuje szyk przestawny, czyli inwersja.

Trzeci dystych kontynuuje wyliczankę: „Ukaż wdzięczne usta swoje, usta różane,/ Pereł pełne, ukaż piersi miernie wydane (...)”. Podmiot skupia się na przymiotach ust wybranki, są one jak róża – piękne, czerwone, przyciągające wzrok. Perły to oczywiście zęby, które cechują się zapewne nieskazitelną białością i równością. Drugi wers znów zawiera problematyczny archaizm. Opisując biust kobiety, autor używa wyrazu „miernie”. Dziś słowo to oznacza coś przeciętnego, a nawet znajdującego się poniżej średniej. Kiedyś jednak miało ono zdecydowanie pozytywny wydźwięk. „Mierny”, a więc „na miarę”, czyli taki jak powinien być, idealny.

Kontynuując zachwyty nad urodą kobiety wspomina jeszcze o „ręce alabastrowej”, czyli białej. Bladość uważana była w dawnych czasach za przejaw szlachectwa i dostojności. Ogorzali byli jedynie chłopi, którzy musieli pracować w polu, w promieniach słońca. Prawdziwa dama chroniła się w cieniu. Jasna skóra była także symbolem delikatności oraz oznaką zdrowia. Kobieta o jasnej karnacji przypominała łabędzia, anioła czy inne stworzenia kojarzone z pięknem oraz dostojeństwem.

Przebiegając wzorkiem po twarzy i korpusie kobiety, podmiot liryczny dochodzi do wspomnianej ręki, w której zamknięte jest jego serce. Ta metafora wskazuje na całkowite oddanie się woli wybranki. Zakochany jest tak pogrążony w swoim uczuciu, że czuje się niemal niewolnikiem swojej ukochanej. Ona trzyma jego serce, może je więc hołubić i otaczać opieką, bądź też wzgardzić nim i odtrącić.

Po spokojnym, poukładanym wywodzie na temat walorów wybranki następuje nagłą zmiana tonacji. Ciekawym zabiegiem jest złamanie nastroju w obrębie jednego wersu, co jeszcze bardziej podkreśla nagłą dynamikę owej zmiany. Wydaje się, iż podmiot uświadomiwszy sobie cudowność swojej wybranki oraz swoje marzenia o niej, wykrzykuje: „O głupie, o myśli szalone!/ Czego ja pragnę? O co ja, nieszczęsny, stoję? (...)”. Z jednej strony pojawia się więc głos rozsądku, który stara się zracjonalizować uczucia zakochanego, jednak  z drugiej strony, jak za chwilę się przekonamy, nie może on nic zdziałać właśnie z racji odmiennego stanu uczuciowego podmiotu lirycznego.

Przytoczony wyżej cytat znów zawiera archaizm. „Stać”, a więc troszczyć się, zabiegać. To samo słowo pojawia się u Norwida w „Mojej piosnce II”: „Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?”. Norwid żalił się, że nikt się nim nie interesuje, Kochanowski kłopocze się, iż zabiega o rzeczy, o które nie powinien. Być może w swoich myślach posunął się dalej, niż nakazywałby tego kodeks dżentelmena?

Trzy ostatnie wersy są opisem stanu zakochanego podmiotu lirycznego. Mówi on, iż: „Patrząc na cię, wszytkę władzą straciłem swoję (...)”, uroda jest więc tym, co najbardziej wpływa na zachwyt podmiotu. Nie mamy bowiem żadnej wzmianki o inteligencji, dowcipie czy innych przymiotach kobiety. Wiemy jedynie, że jest bardzo piękna.

„Mowy nie mam, płomień po mnie tajemny chodzi, / W uszu dźwięk, a noc dwoista oczy zachodzi (...)”. To opis uczuć fizycznych, których doświadcza podmiot. Nie wie dokładnie, co się z nim dzieje, nie jest w stanie objąć wszystkich zmian zachodzących w jego ciele, uczucie żywione do dziewczyny jest dla niego niezrozumiałe, irracjonalne. Słyszy dzwonienie w uszach, przed oczami pojawiają się mroczki. Noc „dwoista”, czyli dwakroć ciemna – autor posługuje się tutaj hiperbolą w celu wyrażenia głębi swoich emocji.

Fraszka „Do Magdaleny” jest dobrym przykładem idealizacji kobiecej urody. Wszystkie elementy jej wyglądu porównywane są do rzeczy najpiękniejszych i najbardziej wartościowych – jak róża, złoto, alabaster. W istocie nie wiemy, jak wyglądała opisywana dziewczyna, środki poetyckie zastosowane przez poetę używane były przez wielu twórców, aż w końcu stały się słowami-kluczami, których zastosowanie sygnalizowało, iż mowa jest po prostu o kimś nadzwyczaj pięknym oraz że mamy do czynienia z liryką miłosną.

Podobne wypracowania