Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Witold Gombrowicz „Ferdydurke” - forma. Zniewolenie formą w książkach oraz w filozofii pisarza - opracowanie zagadnienia

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Ferdydurke” to powieść o formie, powieść, którą napisać pragnie Józio, narrator, porte parole autora. Zasiadając do pracy, bohater wyraża swe pragnienie: „(...) Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!”. To pragnienie wynika z poczucia zniewolenia formą. Sam autor tak definiował formę: „(...) wszelkie sposoby wyrażania siebie, gesty czyny, mówienie, decyzje, postawa, styl, sposób bycia; czyli jest to ogólna postawa wobec życia i kształt, jaki przyjmuje człowiek wobec reszty świata (…) społeczną rolę, maskę, sposób istnienia wśród innych i zależnie od nich (od tego, kim są, jacy są, jak zachowują się w określonych sytuacjach)”. Niestety mimo prób, nie udaje się Józiowi wyłamać spod jej wpływu, okazuje się, że nie ma przed nią ucieczki.

Już od pierwszych stron pisarz wprowadza do książki zasadniczy problem, mianowicie –  rozważania na temat istnienia człowieka w społeczeństwie. Kontakty z innymi ludźmi są możliwe tylko poprzez formę. Każda relacja wymaga założenia pewnej maski, dzięki której człowiek jest rozpoznawalny, ale która jednocześnie zafałszowuje jego tożsamość. Refleksje Józia prowadzą go do wniosku, że człowiek w kontakcie z innymi nie może być sobą: „(...) człowiek jest najgłębiej uzależniony od swego odbicia w duszy drugiego człowieka”. Z tych rozważań rodzi się myśl, by obnażyć tę zniewalającą formę, ośmieszyć ją i wypowiedzieć jej walkę. Z takim nastawieniem Józio zabiera się do pisania książki, kiedy do pokoju przychodzi profesor Pimko, stuprocentowy belfer, i z miejsca narzuca mu rolę ucznia. Pimko ocenia pracę Józia na trójkę z plusem. Takie potraktowanie dorosłego pisarza od razu budzi w nim uczniaka. Profesor poprzez swoją postawę belfra wymusza na Józiu postawę ucznia. Relacja, jaka ich łączy, wymusza na nich pewne zachowania. I oto Józio, który jeszcze chwilę wcześniej w bojowym nastroju zamierzał demaskować formę, mimowolnie jej ulega i z pokorą pozwala się umieścić w szkole.

W szkole Józio jest przede wszystkim obserwatorem. Widzi zabiegi grona pedagogicznego zmierzające do „upupiania” młodzieży i przejawy buntu „chłopaków”. I choć sam nie chce ulec zdziecinnieniu, pragnie się wyłamać spod jarzma formy, wszelki opór przeciwko Pimce przychodzi mu z wielkim trudem. Ostatecznie porzuca myśl o porzuceniu szkoły, kiedy poznaje Zutę: „(...) Nie, nie, nie, przenigdy, o, w tej chwili nie pragnąłem wcale wydostać się z młodości, przyznać się do trzydziestaka, świat mój się zawalił, już nie widziałem świata poza cudnym światem nowoczesnej pensjonarki, sport, gibkość, hardość, łydki, nogi, dzikość, dancing, starek, kajak – to była nowa kolumnada mej rzeczywistości!”. Ale ta fascynacja szybko mija, ponieważ szczerość, niezależność i nowoczesność pensjonarki okazują się pozorne. Jej postawa także jest wynikiem relacji z innymi ludźmi, ona, tak jak wszyscy, ulega formie.

Dalsze przygody Józia potwierdzają fakt, że przed formą nie ma ucieczki. Zarówno w szkole, jak i w domu Młodziaków bohater nie jest sobą, dostrzega też, że nikt nie jest sobą, że wszyscy odgrywają jakieś role. Jego walka z formą polega między innymi na zdzieraniu masek z tych, którzy wymuszają na nim nieszczerość. Zwycięstwem Józia jest zainscenizowanie podwójnej randki Zuty – wówczas to obnaża swoje drugie oblicze profesor Pimko, zdejmuje maskę nadzwyczaj poprawnego wykładowcy i zachowuje się jak nastoletni niewprawny adorator nastolatki: „– Zutka! – szeptał namiętnie, fizycznie. – Zutka! Pensjonarka! Mała! Ty – powiedz „ty”! Koleżanką jesteś moją! Jam kolega! (…) Czy nikt nie zobaczy? Gdzie mama? – Lecz niebezpieczeństwo jeszcze bardziej upajało go. — Jakie to... małe, młode... a bezczelne... bez względu na różnicę wieku, stanowiska... Jak mogłaś... jak się ośmieliłaś... do mnie? Czy naprawdę podziałałem? Mów mi „ty”! Na „ty”, na „ty”! Powiedz, co ci się we mnie spodobało?”. Ta sama sytuacja pozwala też wytrącić z roli rodziców dziewczyny – wyzwoleni i nowocześni Młodziakowie, którzy wcześniej namawiali córkę na weekend z chłopakiem, nawet sugerowali nieślubną ciążę, gdy odkrywają w jej sypialni Kopyrdę i profesora, nie potrafią zachować demonstrowanego wcześniej spokoju. Oburzony ojciec policzkuje Pimkę.

Każde wyjście z roli kończy się „kupą”, zamieszaniem, bijatyką, chaosem, ucieczką. Tak jest i na końcu powieści, kiedy Józio ucieka z Bolimowa. Niestety ucieka wraz z Zosią, wobec której zmuszony jest przybrać maskę zakochanego adoratora, a więc wejść w kolejną rolę. Po raz kolejny przekonuje się, że nie ma ucieczki przed formą. „Ferdydurke” nie jest więc powieścią o zwycięstwie nad formą, ale o potrzebie walki z nią, jak pisze sam autor w komentarzu do swego dzieła: „(...) Nie mogę być sobą, a jednak chcę być sobą i muszę być sobą – oto antynomia, z tych nie dających się uładzić… i nie oczekujcie ode mnie lekarstw na nieuleczalne choroby. Ferdydurke stwierdza jedynie to wewnętrzne rozdarcie człowieka – nic więcej”.

Podobne wypracowania