Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Różne sposoby przedstawiania miłości na przykładzie „Pieśni nad Pieśniami” oraz „Hymnu o Miłości”

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Tak więc trwają: wiara, nadzieja, miłość... z nich zaś największa jest miłość”
- „Hymn o Miłości”

Miłość to siła, która od tysięcy lat spaja rodziny, narody i kultury. To ona sprawia, że przypadkowe i obce sobie jednostki łączą się w pary, rodziny, a rodziny - w narody. Z nich tworzy się historia i powstaje kultura. Od zarania dziejów istniejące, owo najsilniejsze z uczuć - silniejsze od potrzeby jedzenia czy instynktu samozachowawczego - rozmaicie przedstawiano i różną wagę mu przypisywano. Ale źródło i sedno pozostawało niezmienne.

Biblia, jak powszechnie wiadomo, powstawała na przełomie około tysiąca ośmiuset lat. Historie, do których nawiązuje albo nigdy się nie wydarzyły, albo miały miejsce znacznie dawniej, aniżeli datuje się najstarsze zapiski biblijne. Istnieje w jej obrębie zatem olbrzymia rozpiętość czasowa, kulturowa, znaczeniowa. Wiele z opowieści nie miało nawet nic wspólnego z Bogiem Jahwe czy Chrystusem – po prostu zostały zaadaptowane z pogańskich mitologii czy opowieści. Lecz mimo tych aspektów, miłość zawsze wiodła prym w religii chrześcijańskiej. Istniała ona w świadomości ludzi jako jedna z najważniejszych prawd i przykazań.

„Pieśń nad pieśniami” to nie tylko tytuł wskazujący na nietuzinkowe dzieło. To rzeczywiście dzieło wielkie i ponadczasowe. Tak wielkie, iż przygotowano mu miejsce w najbardziej znanej i najczęściej drukowanej księdze wszystkich czasów. Nie jest znana dokładna data jej powstania; mogło to mieć miejsce w VI, V lub IV wieku albo też w innym czasie, jeśli obliczenia badaczy okazałyby się błędne. Zmierzam do tego, iż - pewne jest, że utwór, o którym mowa, powstał w okresie silnej dominacji Starego Testamentu, w czasach, kiedy prawem było sławne „oko za oko, ząb za ząb”, kiedy nierząd karano śmiercią, a przewinienia takie jak kradzież, kończyły się okaleczeniem złodzieja. W takich właśnie czasach zostało zasiane życiodajne ziarno i wyrósł z niego kwiat piękniejszy od innych - delikatny i subtelny jak temat czułej miłości, o której stanowi.

„Hymn o miłości” to dzieło jednego człowieka, najwyżej dwóch (mógł uczestniczyć w jego powstawaniu także bliski przyjaciel i redaktor tekstów „Apostoła Pogan”, św. Pawła). Utwór stanowi cząstkę jednego z kilku listów, jakie Paweł z Tarsu kierował do niedawno nawróconych Greków żyjących na Koryncie. Hymn jest utworem pokrzepiającym, umacniającym wiarę, przekonującym do tego, że życie jest zbyt krótkie, by przeżyć je inaczej, jak tylko godnie. W czasach pierwszych chrześcijan nikt w ten sposób nie myślał ani o sobie, ani o swoim życiu. Byli oni wszak – jak się wtedy zdawało - ostatnimi chrześcijanami. Wierzyli, że Mesjasz lada dzień, lada chwila zjawi się ze zbrojnym oddziałem aniołów, by rozliczyć się z niegodziwymi, a sprawiedliwych zabrać na łono Abrahama. Zatem życie miało być chwilą, nim śmierć zajrzy w oczy, a Zbawiciel ukaże się swoim wiernym.

Starotestamentowa „Pieśń (...)” traktuje o miłości dwóch osób, o bliskości i wierności, o szacunku oraz szczerym uczuciu, które się nie zmienia, lecz - jako idealne i czyste - trwa do końca. Nie pożąda ciała ani przyjemności, lecz przyjemnością dla niego staje się sama obecność obiektu miłości. Nowotestamentowy „Hymn” wychwala ideę miłości samej w sobie, miłości bezwarunkowej, idealnej, prawie wyidealizowanej.

Choć pierwsze dzieło zajmuje poczesne miejsce w kanonie ksiąg tzw. starego porządku (Starego Testamentu), a drugie jest cząstką pisma chrześcijańskiego adresowanego do wierzących w Mesjasza, to oba one są dziełami o miłości pięknej i czystej. W kontekście tej miłości nie pojawia się w sposób bezpośredni imię Boga, Jahwe, Chrystusa - żaden z twórców nie rości sobie też prawa do nazywania samego siebie „Miłością”. I choć spora ilość interpretatorów odnajdują we wspomnianych tekstach obraz Boga, to przecież każdy może wziąć dzisiaj te pisma do ręki i przeczytać, samemu snując refleksję nad poruszaną w nich tematyką. Łatwo przekonamy się, iż nie ma tam – co już zostało zaznaczone - słów o Bogu, lecz przede wszystkim mówi się w tekstach o pięknym, czystym, głębokim uczuciu; uczuciu, które można żywić do ukochanej osoby, ale także do każdego mieszkańca planety. Wysławia się w nich uczucie, które nie zna wyjątków, ale także – obce są mu nakazy i reguły. Miłość w tym kontekście okazuje się prawdziwą wolnością, która zawsze polega na wyborze dobra nad złem.

„Taka  sama krew w moich żyłach, taka sama w twoich” - śpiewał niedawno jeden ze współczesnych. Taka sama krew płynie dziś i płynęła trzy tysiące lat temu. Ludzie kochali, kochają i kochać będą. Jeśli odrzucimy pożądanie, perwersję, chęć posiadania, zazdrość, pieniądze, wówczas pozostanie idealna miłość. Istniała ona w tle powstawania każdej księgi Pisma Świętego, ponieważ była zawsze w ludziach; była im przyrodzona. Dziś mocno wytarta, zeszpecona przymiotnikami, ale to nadal jest ona - miłość. Oczyśćmy ją zatem ze wszystkich dodatków, a teksty, o których mowa w tym wypracowaniu, będą wzruszały nie tylko w kontekście nostalgicznej tęsknoty, ale również - własnej aktualności.

Podobne wypracowania